Po zakończeniu serii poświęconej Giorgiowi Cavazzanowi Egmont sięga po kolejnego ważnego twórcę włoskiej szkoły Disneya. Tym razem na pierwszy plan trafia Massimo De Vita – rysownik i scenarzysta, którego nazwisko dla fanów kaczych komiksów nie jest przypadkowe. Album Włoski skarbiec. Najlepsze komiksy: Massimo De Vita to nie tylko zbiór historyjek z Donaldem, Sknerusem i mieszkańcami Kaczogrodu, ale też sentymentalna podróż do czasów, kiedy komiksy z Kaczorem Donaldem czytało się po kilka razy, aż strony niemal same otwierały się na ulubionych kadrach.
Historia twórcy
Już pierwsze spotkanie z tym tomem może wywołać bardzo przyjemne uczucie powrotu do dzieciństwa. Jest tu Donald pakujący się w kłopoty, jest Sknerus ze swoimi pomysłami, są Dyzio, Hyzio i Zyzio, a wszystko podane w klasycznej, disneyowskiej formie. Jednocześnie nie jest to album wyłącznie dla tych, którzy chcą przeżyć nostalgiczną wycieczkę. To również ciekawa propozycja dla czytelników zainteresowanych historią europejskiego komiksu Disneya i tym, jak różni autorzy rozwijali świat Kaczogrodu.
Massimo De Vita urodził się w Mediolanie i przez lata był związany z włoskim rynkiem komiksowym. Tworzył między innymi dla magazynu Topolino, a jego dorobek obejmuje zarówno historie, które rysował, jak i te, do których pisał scenariusze. To ważne, bo w tym albumie dobrze widać, że nie był tylko sprawnym ilustratorem cudzych pomysłów. De Vita miał własne wyczucie narracji, humoru i komiksowego rytmu.
Pierwsze strony albumu pełnią funkcję krótkiego wprowadzenia do jego twórczości. Znajdziemy tam informacje biograficzne, zdjęcia oraz ciekawostki dotyczące jego pracy. Dzięki temu książka nie jest jedynie antologią komiksów, ale także małym przewodnikiem po autorze i jego miejscu w historii disneyowskich opowieści.
W tomie znalazło się sześć historii, które wcześniej nie były publikowane w Polsce. To duży atut, szczególnie dla czytelników mających już za sobą wiele klasycznych kaczych komiksów. Jedną z najciekawszych opowieści jest Kaczor Donald. Mąka na naleśniki z 1963 roku. To jedna z pierwszych historii, w których De Vita mógł samodzielnie przygotować zarówno scenariusz, jak i rysunki. Fabuła jest prosta, lekko absurdalna i bardzo zabawna — Donald, jak to Donald, zostaje wplątany w tarapaty, a Sknerus oczywiście nie pozostaje bez winy.
Włoska szkoła, amerykańskie inspiracje
Już po kilku historiach widać, że mamy do czynienia z komiksami mocno zakorzenionymi we włoskiej tradycji Disneya. Jest tu tempo, przesada, ekspresja i zamiłowanie do sytuacji, które szybko wymykają się bohaterom spod kontroli. De Vita potrafił budować fabuły dynamiczne, ale jednocześnie czytelne. Jego historie mają w sobie klasyczny komiksowy wdzięk, który dobrze działa zarówno na młodszych czytelników, jak i na dorosłych wracających po latach do Kaczogrodu.
Ciekawie wypada porównanie De Vity z Cavazzano. Obaj są ważnymi nazwiskami włoskiego komiksu disneyowskiego, ale ich twórczość nie działa identycznie. U De Vity można wyczuć nieco silniejsze inspiracje amerykańską narracją i stylistyką. To nie znaczy, że jego komiksy tracą włoski charakter. Przeciwnie, łączą różne wpływy w bardzo przyjemny sposób. Dzięki temu album ma własny klimat i nie sprawia wrażenia prostego przedłużenia wcześniejszej serii Egmontu.
Szczególnie interesująca jest historia Druga Statua Wolności, w której pojawiają się motywy abstrakcjonizmu. To dobry przykład tego, że De Vita potrafił bawić się nie tylko fabułą, ale też formą. Nie ograniczał się do najprostszych rozwiązań i chętnie korzystał z pomysłów, które dodawały planszom charakteru. Bardzo dobrze wypada także opowieść skupiona na młodych kaczorkach, pokazująca, że autor dobrze czuł nie tylko Donalda i Sknerusa, ale też młodszych bohaterów Kaczogrodu.
Największą siłą tego albumu jest jego klasyczny, pełen uroku komiksowy charakter. De Vita świetnie odnajduje się w świecie Donalda, gdzie zwykły problem może w kilka stron zmienić się w kompletny chaos. Humor jest lekki, sytuacyjny i bardzo disneyowski, ale jednocześnie nie sprawia wrażenia przestarzałego. To właśnie ten typ komiksu, który można podsunąć dziecku, a chwilę później samemu usiąść z herbatą i przeczytać z równie dużą przyjemnością.
Na plus wypada również samo wydanie. Twarda oprawa, solidny papier, wyraźne grafiki i intensywne kolory sprawiają, że album prezentuje się bardzo elegancko. To jedna z tych publikacji, które dobrze wyglądają na półce i aż proszą się, by potraktować je jako część większej kolekcji. Widać, że Egmont kieruje ten tom nie tylko do najmłodszych odbiorców, ale też do kolekcjonerów i dorosłych fanów komiksów Disneya.
Dodatkową wartością jest kontekst twórczy. De Vita pracował także przy projektach związanych z Disneyem w Stanach Zjednoczonych, a jego doświadczenia wykraczały poza same kacze historie. Projektował również okładki dla magazynów takich jak Super czy Nembo Kid, gdzie pojawiali się klasyczni superbohaterowie. To tłumaczy, dlaczego w jego komiksach można wyczuć szersze inspiracje i dlaczego jego styl nie zamyka się wyłącznie w jednym schemacie.
Nasza ocena: 7,5/10
Włoski skarbiec. Najlepsze komiksy: Massimo De Vita to album dla kilku grup czytelników jednocześnie. Dzieci dostaną zabawne, kolorowe i dynamiczne przygody z Donaldem oraz jego rodziną. Dorośli otrzymają sentymentalny powrót do bohaterów z dzieciństwa. Kolekcjonerzy docenią natomiast fakt, że w tomie znalazły się historie wcześniej niepublikowane w Polsce oraz dodatkowe materiały o autorze.
Fabuła: 7/10
Bohaterowie: 8/10
Oprawa graficzna: 7/10
Wydanie: 8/10
