Jacek Piekara najbardziej jest znany z Cyklu Inkwizytorskiego. Wydawnictwo Zysk i S-ka postanowiło przybliżyć fanom jego twórczości jego pierwsze powieści i opowiadania. Czy Piekara od początku tworzył same genialne utwory?
Conan po polsku
Witajcie w zaklętej krainie jest zbiorem wczesnych utworów Jacka Piekary. W tym tomie znajdziemy dwie mini powieści (w tym opowieść rozgrywająca się w uniwersum Conana – i jest to jedyna historia opowiadająca o słynnym barbarzyńcy napisana przez Polaka) oraz zbiór opowiadań (od jednej z tych historii wziął się tytuł tej książki). Nie miałem do czynienia z twórczością Howarda. Conan w formie filmowej czy serialowej nigdy nie był też jakoś bliski memu sercu. Zatem, przystępując do lektury Conan. Pani Śmierć nastawiłem się jedynie na przyjemną akcję w świecie fantasy i dokładnie to dostałem.
Conan ma tutaj mnóstwo przygód, krąży od jednego miejsca do drugiego, natyka się na masę wrogów i siecze wielu przeciwników. Bardzo przyjemnie się to czyta, jest to lekko i przyjemnie napisane. Po lekturze za wiele się nie zapamięta z całej historii, ale samo obcowanie z tą historią było bardzo satysfakcjonujące i odprężające. Nie ma tutaj nic oryginalnego. Conan jest z jednej strony sprytnym bohaterem, a z drugiej strony czasem brakuje mu oleju w głowie.
Zwroty akcji są dość przewidywalne, zwłaszcza od początku wiadomo, kto jest zdrajcą, a kto nie. Niemniej to po prostu bardzo satysfakcjonujący akcyjniak, od którego niczego więcej nie oczekiwałem. Zatem dla mnie Conan. Pani Śmierć to byłaby solidna siódemka. Jednak to nie tak historia jest perłą w koronie tego zbioru. Zatem szkoda mi poświęcać jej więcej czasu, skoro Jacek Piekara napisał Smoki Haldoru.
Gra o Tron przed Martinem
Ze zbiorami opowiadań czy krótkich powieści różnie bywa. Często trafi się coś dobrego, coś słabego, a czasem pośród średniaków trafia się nieoszlifowany diament. I w Witajcie w zaklętej krainie bezceremonialnie najlepszą opowieścią jest Imperium. Smoki Haldoru. Przeklęty tron. Gra o tron Martina zrobiła furorę, a odkąd pojawił się serial, masy ludzi zachwyciły się światami fantasy wypełnionymi intrygami, królobójcami i smokami. Prawdę powiedziawszy, myślałem, że to Martin pokierował literaturę fantasy w takim kierunku. Tymczasem okazuje się, że już 1986 roku Jacek Piekara stworzył coś na kształt Gry o Tron.
Jest to krótka historia rozłożona na dwa tomy, które łącznie liczą raptem dwieście pięćdziesiąt stron. A mimo wszystko Piekara zawarł w tej opowieści tyle soczystego mięsa. Intrygi, kopanie pod sobą dołków, zawiązywanie sojuszy, rozmaite niebezpieczne rozgrywki polityczne, a do tego smoki. Notabene ten ostatni element wypada najgorzej. Mam poczucie, że smoki zostały trochę dodane na siłę i potencjał w nich zawarty nie został należycie wykorzystany. Wystarczy wspomnieć, że w drugim tomie w ogóle się nie pojawiają – ot tak zostały wycięte. No i niestety po finale ma się niedosyt. Piekara powinien jeszcze napisać jedną część, aby ostatecznie spiąć całą historię królestwa Gordoru – zlepka dziewięciu marchii, na czele, których od lat stali żądni władzy grafowie.
Jednakże nawet mimo tych dwóch zgrzytów, Imperium wciąga od pierwszej do ostatniej strony. Zwłaszcza w drugim tomie sytuacja polityczna zmienia się tak dynamicznie, a każdy zwrot akcji szokuje. Mało tego, nie ma w zasadzie jednego protagonisty i to jest fascynujące. Przeskakujemy między bohaterami, niczym w Grze o Tron i zastanawiamy się, kto zostanie przy życiu i jak zakończy się los całego królestwa. Dla mnie wystarczyłoby, gdyby Zysk i S-ka wydali tylko Imperium. Już dawno nie czytałem czegoś tak emocjonującego, wciągającego z masą ciekawych intryg. Polecam wszystkim, którzy chcą poczuć niesamowity dreszczyk emocji w czasie lektury.
Garść krótkich historyjek
Szczerze powiedziawszy, po genialnym Imperium wolałbym spuścić zasłonę milczenia nad zbiorem krótkich opowiadań Jacka Piekary, które zostały zamieszczone na końcu tego tomu. Kryją się w nich ciekawe pomysły, ale ja momentami się męczyłem podczas czytania ich. Do tego stopnia, że nim sięgnąłem po dwa ostatnie, musiałem poczekać prawie dwa tygodnie. Niby nie są one bardzo złe, ale tak mi się dłużyły i jakoś mnie nużyły, że musiałem je sobie dawkować. Jestem w szoku taką różnicą poziomów między Imperium a tytułowym opowiadaniem. Chociaż pośród tych średnich i słabych historii jest jedna perełka, czyli Vergor z Białego Zakonu.
Spodobała mi się tutaj struktura opowieści. Tytułowy bohater jest sądzony przez swoich braci mnichów i po kolei są przywoływane sceny z jego życia, gdy złamał jedno z praw zakonu. Pod względem kompozycyjnym dla mnie perełka. Jednakże Miasto dwunastu wież, Rzeka czasu czy Powrót białych jeźdźców były dla mnie nijakie. Ani nie uświadczymy tam ciekawych bohaterów, ani sama fabuła nie jest przesadnie odkrywcza. W każdej z nich poznajemy jakiś nietypowy element uniwersum np. rzekę, dzięki której możemy przemieszczać się w czasie i w sumie autor praktycznie nic ciekawego nie robi z tym konceptem. Opowieść się kończy dość szybko, mamy czasem jakiś twist na koniec, ale raczej powoduje on reakcje typu: „meh”.
Czy Piekara już na starcie kariery pisarskiej był diamentem?
Zazdroszczę Piekarze, szczerze mu zazdroszczę, na początku kariery napisać coś tak genialnego, jak Imperium. Jasne, nie była to idealna powieść, ale i tak bardzo mnie zaangażowała w dzieje królestwa Gordoru. Bawiłem się w czasie lektury wyśmienicie i z trudem się od niej oderwałem. Conan w wykonaniu Jacka też wypada bardzo dobrze. Jest to typowa powieść awanturnicza, w której próżno doszukiwać się oryginalności, ale czyta się ją lekko i bardzo przyjemnie. Gdyby na tym skończyć, można byłoby mówić o bardzo dobrym zbiorze wczesnych prac Jacka Piekary. Niestety dochodzą jeszcze opowiadania, które psują obraz całości, ale nadal uważam, że ze względu na Imperium warto sięgnąć po tę książkę.
Do tej pory nie czytałem nic tego autora, a okazuje się, że jest on jednym ze zdolniejszych polskich pisarzy. Trochę wręcz mi wstyd, że przez tyle lat omijałem jego twórczość, ale nie myślałem, że ma w sobie aż taki potencjał. Zatem nie pozostaje mi nic innego, jak sprawdzić jego późniejsze dzieła, aby przekonać się, czy Piekara, który był zdecydowanie nieoszlifowanym diamentem, gdy pisał Imperium, przemienił się w brylant…
PS: Tak bardzo skupiłem się na Imperium, że aż zapomniałem wspomnieć, że poza pięcioma literówkami nie mam większych zastrzeżeń do wydania. Za cenę około sześćdziesięciu złotych dostajemy dwie świetne krótkie powieści i garść w sumie mało ciekawych opowiadań.
Książkę do recenzji dostarczyło wydawnictwo Zysk i S-ka, za co bardzo dziękujemy, ale nie wpływa to na ocenę końcową produktu.
Nasza ocena: 7,7/10
Witajcie w zaklętej krainie jest zbiorem wczesnych prac Jacka Piekary. Oznacza, to że znajdziemy tam takie perełki, jak Imperium, a jednocześnie nurzące, krótkie opowiadania.Fabuła: 8/10
Bohaterowie: 8/10
Styl: 8/10
Wydanie: 7/10
