Lata temu granie mobilne kojarzyło się ze średniej jakości tytułami na telefony z klawiaturą albo z przenośnymi majstersztykami na sprzęt pokroju Nintendo 3DS lub PlayStation Portable. Praktycznie każdy młody posiadacz tej drugiej konsoli zagrywał się na przerwach szkolnych czy w trakcie powrotu autobusem w angażująco muzycznie i rozrywkowo Patapony. Od ostatniej, trzeciej części przygód armii napędzanej melodiami minęło tyle czasu, że ich dawni dowódcy zdążyli już ukończyć szkoły czy studia. Na powrót jednak nigdy nie jest za późno i ostatecznie doczekaliśmy się spadkobiercy tej pięknej serii, przed Wami – Ratatan.
Pata-pata-pata-ran!
Słowem przypomnienia, a zarazem wytłumaczenia, czym były patapony : przez wieki muzyka napędzała do działania – czy to szanty na statkach, pieśni bojowe śpiewane przez wikingów czy sama muzyka w zaciszu domowym odrabiającego prace domową ucznia. Patapony szły o krok dalej i stwierdzały, że one bez muzyki nie zrobią niczego same. W trakcie rozgrywki naszym zadaniem było rytmiczne wydawanie poleceń do ataku, chodu czy przyjęcia postawy obronnej. Tym sposobem musieliśmy zarówno operować naszym poczuciem rytmu, jak i odpowiednią analizą pola walki. Do tego dochodziły aspekty zbierania i wytwarzania lepszego ekwipunku, by nasze wojaki miały lepsze możliwości tłuczenia po głowach złych wrogów. Wszystkie trzy części przyjęły się bardzo dobrze, a pierwotnie każda z nich była wydana na przenośną konsolę PSP. Patapony udowodniły, że warto bawić się formułą, pomysłami i nietypowymi połączeniami. Spadkobierca ma pod tym względem również dużo do powiedzenia.
Ratatan nie tylko wziął formułę Pataponów, ale również odpowiednio ją urozmaicił i zmodyfikował. Tym razem to nie my wydajemy polecenia naszym stworkom, lecz wcielimy się bezpośrednio w postać, która bierze na barki rolę dowódcy. Bohater bez żadnych przeszkód porusza się czy skacze, ale sam z siebie nie walczy. Ma za to odpowiedni instrument, który pozwoli kontrolować małe i waleczne Ratatany. Dzięki temu nie tylko mamy wymóg badania pola bitwy oraz rytmicznego wydawania poleceń, ale do całości dochodzi również odpowiednie pozycjonowanie się dowódcą, by ten nie oberwał. Mobilność postaci również wpływa na samych wojowników, bo jeśli najpierw odegramy melodie poruszania się, a następnie zaczniemy wycofywać się naszym bohaterem, Ratatany pójdą za nim.
W imię Hadesa!
Tytuł jednak nie tylko „pożycza” i rozwija elementy z Pataponów, ale również postanowił zaczerpnąć od samego Hadesa. W trakcie pokonywania kolejnych lokacji, na końcu każdej z nich będziemy mieli wybór różnych przedmiotów, miejsc czy ulepszeń naszego dowódcy, o które będziemy walczyć w następnej lokacji. Przedmiotami mogą być cukierki czy donuty, które pozwalają na stałe ulepszyć naszą armię czy dowódcę. Miejsca to przeważnie sklep czy specjalna lokalizacja z mini-bossem, a ulepszenia dowódcy to zbiór 6 żywiołów, które wzmacniają zwykłe i specjalne ataki, ale też dodają pewne bonusy do walki. Co więcej, jeśli zbierzemy parę ulepszeń tego samego żywiołu, to otrzymamy dodatkowe możliwości dla naszej postaci, przykładowo będą to kule ognia, które krążą wokół dowódcy, a przy zetknięciu z przeciwnikiem zadają obrażenia oraz nakładają efekt.
Czy połączenie elementów Hadesa oraz Pataponów jest dobre? Napisze wprost, że osoba, która wpadła na to, powinna dostać owacje na stojąco. Tytuł jest niesamowicie wciągający, a każde kolejne podejście jest nie tylko inne, ale też wszystkie porażki prowadzą nas do wzmocnienia dowódcy i naszej armii. To kolejny aspekt zapożyczony z Hadesa. Na początku będziemy ledwo przechodzić pierwszego bossa, nawet pomimo świetnie zagrywanych nut, ale kilka ulepszeń rozdanych w bazie głównej i owego przeciwnika wybrzdąkujemy z zamkniętymi oczami. Czujemy dzięki temu progres, niczym gitarzysta po wielu próbach odtworzenia ulubionego utworu, w końcu rozgrywa wszystko perfekcyjnie. Tak samo my, rozgrywamy każdy poziom idealnie.
Żeby tego jednak nie było za mało, wróćmy na moment do naszego dowódcy. Mamy do wyboru jednego z ośmiu śmiałków, którzy nie tylko różnią się wyglądem, instrumentem czy głosem, ale też każdym dowódcą rozgrywka wygląda inaczej. Każdy bohater przewodzi innymi rodzajami wojowników, a dodatkowo każdy ma swoje bonusy do różnych atrybutów. Moim ulubieńcem jest Mashuma, nie tylko z racji przyjemnego głosu, ale też jego bonus oraz przywództwo nad kosiarzami do mnie przemówiły. Jak mowa też o oddziałach, to przebieramy tutaj w łucznikach, miecznikach, kosiarzach, włócznikach i wielu innych. Każdy oddział różni się w walce, a otrzymywane bronie z podróży tylko ich wzmocnią i pomogą w wyborze dogodnego dla nas rodzaju wojowników.
Stwórzmy razem Boys Band
Ale dlaczego dowódca ma działać sam? Gra posiada również przyjemny tryb kooperacji do 4 graczy, gdzie każdy operuje własnym oddziałem. Gra staje się wtedy nie tylko przyjemniejsza, ale i wyraźnie łatwiejsza. Gdybyście chcieli zakupić Ratatana głównie dla trybu kooperacyjnego, to jak najbardziej rekomenduje taki wybór, bo to chyba najlepszy sposób na ogrywanie tytułu. W pojedynkę to również przyjemny tytuł, ale samemu trzeba się liczyć z większym grindem przedmiotów i ulepszeń.
Ratatan to aktualnie tytuł łączący świetne mechaniki, genialną warstwę dźwiękową oraz przyjemną dla oczu grafikę. W połączeniu z trybem kooperacyjnym czy uzależniającą strukturą rozgrywki (jeszcze jedna tura), mamy możliwość wrócenia do starych czasów triumfu Pataponów… A być może mamy do czynienia z uczniem, który przerósł mistrza. Ratatan kosztuje aktualnie 115 złotych na platformie Steam i jest w trybie wczesnego dostępu, ale zdecydowanie warto zainteresować się tą wyśmienitą grą.
Grę do testów otrzymaliśmy od Renaissance PR, za co bardzo dziękujemy, ale nie wpływa to na nasze wrażenia z rozgrywki.
