Site icon Ostatnia Tawerna

Nowe otwarcie czy tylko przystawka? – recenzja komiksu „DC Absolute Noir”

Odświeżanie komiksowych ikon to dziś nic nowego. DC robiło to już wielokrotnie, ale Absolute Universe wydaje się projektem znacznie ambitniejszym niż kolejna alternatywna rzeczywistość. Zamiast opowiadać znane historie od początku, twórcy zadają proste pytanie: co pozostanie z Batmana, Wonder Woman i Supermana, jeśli odbierze się im wszystko, co do tej pory definiowało ich świat? DC Absolute Noir jest pierwszym kontaktem z tym uniwersum na polskim rynku. Trudno jednak nazwać go pełnoprawnym albumem. To raczej zestaw trzech próbek, które mają pokazać kierunek całego projektu i zachęcić czytelników do sięgnięcia po kolejne tomy.

Bardziej zapowiedź niż samodzielny komiks

Już sam format wydania jasno pokazuje jego przeznaczenie. W jednym albumie otrzymujemy pierwsze zeszyty Absolute Batman, Absolute Wonder Woman oraz Absolute Superman, wszystkie w czerni i bieli. To rozwiązanie ma swoje zalety. Za stosunkowo niewielką cenę można sprawdzić trzy różne serie i zdecydować, która najbardziej odpowiada naszym gustom. Z drugiej strony trudno oprzeć się wrażeniu, że publikacja pełni przede wszystkim funkcję katalogu reklamowego. Każda historia urywa się dokładnie wtedy, gdy zaczyna nabierać rozpędu, pozostawiając czytelnika z trzema cliffhangerami i oczywistą zachętą do zakupu pełnych wydań. Jako wprowadzenie działa bardzo dobrze. Jako samodzielny komiks pozostawia wyraźny niedosyt.

Największym zwycięzcą tego albumu jest bez wątpienia Batman Scotta Snydera i Nicka Dragotty. Bruce Wayne to nie tylko miliarder żyjącym ponad problemami Gotham. Dorasta w robotniczej części miasta, zna przemoc i biedę z własnego doświadczenia, a jego droga do zostania Batmanem wygląda zupełnie inaczej niż w klasycznym uniwersum. To nie są zmiany wprowadzone wyłącznie dla efektu. Snyder bardzo świadomie przenosi mit Batmana we współczesne realia, pokazując bohatera, który wyrasta z problemów zwykłych ludzi, a nie z rodzinnej fortuny. Dzięki temu ta wersja wydaje się zaskakująco świeża, mimo że wykorzystuje dobrze znane motywy. Równie dobrze wypada sama oprawa graficzna. Dynamiczna kreska Dragotty znakomicie oddaje ciężar tej interpretacji Batmana, choć właśnie tutaj najmocniej odczuwa się brak koloru w bardziej skomplikowanych scenach akcji.

Drugą historią, która najbardziej zapada w pamięć, jest Absolute Wonder Woman. Kelly Thompson proponuje jedną z najodważniejszych reinterpretacji Diany od wielu lat. Zamiast dorastać na Themyscirze, bohaterka wychowuje się pod opieką Kirke, a jej dzieciństwo dalekie jest od idyllicznego świata Amazonek. Najciekawsze jest jednak to, że dobroć tej wersji Wonder Woman nie wynika z wychowania, lecz ze świadomego wyboru. To interesujące odwrócenie klasycznego mitu i pomysł, który ma spory potencjał na rozwinięcie w kolejnych tomach. Jednocześnie właśnie tutaj czarno-biała forma wydania okazuje się najbardziej problematyczna. Magiczne krajobrazy, piekielne scenerie i bogata symbolika wizualna wyraźnie zostały zaprojektowane z myślą o kolorze. W efekcie część atmosfery zwyczajnie ginie.

Najmniej przekonał mnie Absolute Superman. Jason Aaron przedstawia Kal-Ela jako bohatera znacznie bardziej zbuntowanego i mocniej skoncentrowanego na nierównościach społecznych niż jego klasyczny odpowiednik. To ciekawy kierunek, jednak pierwszy zeszyt skupia się przede wszystkim na budowaniu świata i ekspozycji. W rezultacie historia rozwija się znacznie wolniej niż dwa pozostałe segmenty. Nie oznacza to, że jest słaba, ale zdecydowanie wymaga większej cierpliwości i dopiero kolejne rozdziały pokażą, czy obrana droga okaże się słuszna.

Czerń i biel nie zawsze pomagają

Najwięcej zastrzeżeń budzi samo wydanie. Pomysł publikacji wersji noir brzmi atrakcyjnie, ale trudno oprzeć się wrażeniu, że nie wszystkie historie na tym korzystają. Owszem, czarno-biała stylistyka dobrze eksponuje kreskę artystów i pozwala docenić szczegóły rysunków, jednak jednocześnie odbiera sporo z wizualnego charakteru nowych serii.

Najbardziej cierpi Wonder Woman, której świat od początku projektowano z myślą o intensywnych kolorach. Superman również traci część kosmicznego rozmachu. Najlepiej w tej formule odnajduje się Batman, gdzie surowa estetyka dobrze współgra z mrocznym klimatem Gotham. Problem polega na tym, że za kilka miesięcy wszystkie te historie i tak ukażą się w pełnych, kolorowych wydaniach. W efekcie trudno traktować DC Absolute Noir jako edycję ostateczną. To raczej ciekawostka dla kolekcjonerów lub osób, które chcą sprawdzić nowe uniwersum przed zakupem właściwych albumów.

Mimo tych zastrzeżeń sam projekt Absolute Universe zapowiada się niezwykle interesująco. Autorzy nie próbują kopiować klasycznego DC, lecz świadomie przebudowują fundamenty najbardziej rozpoznawalnych bohaterów. Największą zaletą jest to, że zmiany wynikają z przemyślanej koncepcji, a nie z chęci szokowania czytelników.

Szkoda jedynie, że polskie wydanie przypomina bardziej rozbudowaną zapowiedź niż pełnoprawny album. Trzy pierwsze zeszyty skutecznie rozbudzają apetyt, ale jednocześnie pozostawiają wyraźne poczucie, że otrzymaliśmy jedynie przedsmak tego, co naprawdę ma do zaoferowania nowe uniwersum DC.

Nasza ocena: 8,1/10

Świetny sposób na poznanie Absolute Universe, choć bardziej przypomina elegancki album promocyjny niż samodzielny komiks. Największe wrażenie robi Batman, bardzo dobrze zapowiada się Wonder Woman, a Superman potrzebuje jeszcze czasu, by w pełni rozwinąć skrzydła.



Fabuła: 8,5/10
Bohaterowie: 9/10
Oprawa graficzna: 8,5/10
Wydanie: 6,5/10
Exit mobile version