Site icon Ostatnia Tawerna

Narodziny świata – recenzja komiksu „Drom”

We wrześniu na Festiwalu Komiksu i Gier w Łodzi pojawi się Jesse Lonergan, autor komiksu Drom nominowanego do Nagrody Eisnera wydanego u nas przez Kulturę Gniewu. Czy faktycznie ta powieść graficzna zasługuje na tyle uwagi?

Początek świata

Po lekturze Droma wiem jedno, a mianowicie, że nie da się przejść obok tego komiksu obojętnie. Wszystko za sprawą przede wszystkim oprawy i nietypowych rozwiązań graficznych. Jesse Lonergan stosuje ciekawe kadrowanie – bardzo często jeden panel jest pocięty na wiele mniejszych. I jednocześnie te małe kwadraciki osobno pokazują jakiś element, a przy tym razem tworzą większą kompozycję. Ciężko to słowami wyjaśnić, więc najlepiej spojrzeć na załączone zdjęcia. Ja mam trochę mieszane uczucia. Z jednej strony doceniam artyzm, to jak przemyślane są wszystkie sceny, a do tego autor zawarł w nich głębszy sens (np. przewijają się tu często trzy kolory: magenta, żółty i niebieski, czyli takie same barwy, jakich używa się w drukarkach). Z drugiej strony niektóre panele bywają chaotyczne i czasem miałem problem z pojęciem, w jaki sposób (w jakiej kolejności) odczytywać poszczególne kadry. Jednakże pomimo tych niewielkich trudności bliżej mi do zachwycania się stylem Lonergana i rozpływania się nad jego oryginalnością i magicznością.

Narodziny przemocy

Sama fabuła nie jest może przesadnie odkrywcza, ale przy tym jednocześnie ciężko oderwać się od tego komiksu. Jesse pokazuje narodziny świata, oto jeden z bogów (cechuje go kolor czarny i rogi), powołuje do życia pierwsze stworzenia, w tym człowieka. Ów osobnik, po tym, gdy tylko dostrzega, że rodzi się kolejna osoba bez chwili wahania rusza na nią z kamieniem – moja ulubiona scena. Jesse pokazuje, tutaj i na kolejnych stronach, ile w ludziach jest przemocy i jak łatwo jej ulegamy. Potem autor przedstawia nam drugą boginię, która jest uosobieniem światła, powołuje ona do życia nadzorczynię. Okładkowa bohaterka próbuje nauczyć ludzi nowego języka, wspólnie budują miasto i powoli z dzikusów zmieniają się w społeczeństwo cywilizowane. Niestety to nie koniec problemów. Nie wymienię wszystkich, ale na pewno warto wspomnieć, że Jesse, pokazuje między innymi, jak niewiele trzeba, aby narodził się tyran.

Piękno nowo powstałego świata

Autor eksperymentuje w tym komiksie na wielu różnych poziomach. Nie wątpię, że każdy czytelnik tego dzieł, będzie w stanie inaczej zinterpretować wszystkie wydarzenia rozgrywające się na kartach tej powieść graficznej. Dla mnie to jednak przede wszystkim pięknie pokazana wizja stworzenia świata (uwielbiam wszelkie mity o narodzinach świata/człowieka). Co ciekawe, mamy tu do czynienia z praktycznie komiksem niemym. Co prawda, postacie, co jakiś czas się odzywają (zwłaszcza bogowie), ale dzieje się, to tak rzadko na tych ponad trzystu stronach, że nawet nie poznajemy imion bohaterów. Jesse przede wszystkim operuje zatem rysunkiem i faktycznie za pomocą obrazu udaje mu się oddać perfekcyjnie choćby emocje targające bohaterami. Drom jest jednym z najgrubszych i najdroższych komiksów w ofercie Kultury Gniewu. Do wydania nie mam zastrzeżeń, poza tym, że w moim odczuciu cena okładkowa może trochę odstraszać (159 zł!). Niemniej Jeese Lonergan stworzył naprawdę wyjątkowy komiks, który warto sprawdzić.

Czy warto cofnąć się do początków istnienia?

Drom nie będzie może jednym z moich ulubionych komiksów. Jednakże jest to niewątpliwie dla mnie jedno z najciekawszych, tegorocznych odkryć. Przede wszystkim zachwyciła mnie eksperymentalna, oryginalna oprawa graficzna. Aczkolwiek i sama fabuła zasługuje na docenienie ze względu na swój ponadczasowy i refleksyjny przekaz.

Nasza ocena: 8,1/10

Drom jest przepięknie narysowanym mitem o narodzinach świata.

Fabuła: 8/10
Bohaterowie: 8/10
Oprawa graficzna: 8,5/10
Wydanie: 8/10
Exit mobile version