Pralnia, to pierwszy komiks Jorisa Mertensa wydany w Polsce! Czy warto zainteresować się twórczością tego belgijskiego artysty?
Piękno miasta ujęte w kadrach
Zdarzało mi się w recenzji napisać, że ilustracje danego artysty są, jak małe dzieła sztuki. Jednakże dopiero lektura Pralni uświadomiła mi, że ten tekst najbardziej pasuje właśnie do tej pozycji. W kategorii pejzaż miejski Joris Mertens nie ma sobie równych! Mnóstwo tutaj rozkładówek czy kadrów całostronicowych przedstawiających tętniące życiem miasto! Przy każdej takiej większej scenie zatrzymywałem się na kilkadziesiąt sekund, a czasem parę minut. Cały urok tkwi w detalach, a jednocześnie w trzech istotnych elementach, po pierwsze światła. Blask neonów czy świateł samochodowych rozmywających się w kałużach wygląda przepięknie. Po drugie trzeci plan poszczególnych kadrów jest rozmyty, traci swoje kontury. Świetnie to wygląda i w sumie prawdziwie, bo jeśli coś leży o wiele dalej, to tworzy zlepek barw. I najważniejszy element to oczywiście deszcz. Uwielbiam, jak rysownicy rysują scenę rozgrywającą się w czasie gwałtownych opadów, a w Pralni pada od samego początku do końca historii. I to wygląda fenomenalnie. Zatem powtórzę się w tworzeniu pejzaży miejskich Joris Meretns nie ma sobie równych, a w rysowaniu scen w deszczu bije wszystkich na głowę! Zakochałem się w tych rysunkach.
Miasto w deszczu
No dobra, bo oprawa wszak w komiksach nie jest najważniejsza, prawda? W przypadku Pralni powiedziałbym, że jednak jest wprost przeciwnie. Fabuła nie jest skomplikowana i rozbudowana. Spokojnie ten komiks mógłby być o połowę cieńszy, gdyby nastawiony byłby jedynie na opowiedzenie pewnej historii. Jednakże Joris Mertens stawia na budowanie klimatu, zatem poświęca dużo czasu na obserwowanie miasta. Można wręcz powiedzieć, że miasto jest drugim najważniejszym bohaterem – choć jest przy tym wyjątkowo statyczne. Przechodząc jednak do fabuły, to Pralnia opowiada o rutynowym życiu Françoisa. Nasz protagonista wstaje rano, zapala papierosa, wychodzi z domu (oczywiście zapomina o parasolu, a leje jak z cebra), kupuje Lotto i podaje zawsze te same numery, a potem wstępuje na piwo do baru i rusza do pracy… do tytułowej pralni (od razu rozwieje wątpliwości nie mamy do czynienia z pralnią brudnych pieniędzy). Joris Mertens jest też mistrzem w pokazywaniu zwykłych codziennych czynności w ciekawy sposób! Jak nie przepadam za papierosami, to Joris w kilku kadrach pokazuje w przecudny sposób cały rytuał palenia papierosów! Do najważniejszego wydarzenia, o którym za wiele niestety nie mogę powiedzieć, dochodzi w drugiej połowie historii. To zdarzenie doskonale pokazuje, jak jedna nieznaczna decyzja może wszystko zmienić, a nawet doprowadzić do tragedii.
Czy warto poświęcić czas na oglądanie kadrów namalowanych przez Jorisa Mertensa?
Jestem zachwycony Pralnią. Fenomenalna oprawa w połączeniu z prostą, opowieścią o zwyczajnym życiu zwykłego szarego człowieka, którego szczerze polubiłem, tworzy zaskakujący i wciągający komiks. Ta opowieść na pewno zostanie mi na długo w pamięci. Dla mnie to jedna z najlepszych pozycji wydana w tym roku, a już na pewno najciekawszy komiks wypuszczony spod szyldu Egmontu. Z ciekawostek powiem, że pomimo iż, mamy do czynienia z dramatem, a Joris Mertens w epilogu zapodał mi jeszcze metaforyczną fangę w nos (nie myślałem, że te dodatkowe cztery strony mnie tak zasmucą), to trafiło się tu kilka zabawnych scen odnoszących się do sztuki parkowania. Szczerze polecam Wam Pralnię, przede wszystkim ze względu na fenomenalną oprawę graficzną. Już sama okładka z kroplami deszczu wygląda pięknie! A na końcu znajdziemy jeszcze szkicownik Jorisa (czemu tylko cztery strony?!). Mam nadzieję, że kolejne komiksy tego wybitnego artysty zostaną wydane w Polsce.
Komiks do recenzji dostarczyło wydawnictwo Egmont, za co bardzo dziękujemy, ale nie wpływa to na ocenę końcową produktu.
Nasza ocena: 8,1/10
Pralnia pod względem oprawy graficznej jest absolutnym arcydziełem.Fabuła: 7/10
Bohaterowie: 7/10
Oprawa graficzna: 10/10
Wydanie: 8,5/10
