Site icon Ostatnia Tawerna

Kto tu jest potworem? – recenzja komiksu „Potwór z Czarnej Laguny żyje!”

Ram V jest znanym i cenionym twórcą w Polsce (co potwierdzają gigantyczne kolejki po jego autograf na Komiksowej Warszawie). Czy kolejny jego komiks – Potwór z Czarnej Laguny żyje! – potwierdzi, że faktycznie ten scenarzysta zasługuje na takie uznanie?

Walka z traumą

Ram V i Dan Watters postanowili podejść do tematu od innej strony. Zamiast, jak sugerowałby tytuł komiksu, skoncentrować się na Potworze z Czarnej Laguny, scenarzyści wprowadzają do swojej historii Kate Marsden, dziennikarkę, która cudem przeżyła spotkanie z seryjnym mordercą (jego modus operandi to topienie ofiar). Niestety po tym spotkaniu wszystko się posypało i od tamtej pory Kate zmaga się z traumą. Aby sobie z nią poradzić, protagonistka zamierza wymierzyć mordercy sprawiedliwość. Gdy natrafia na ślady jego obecności w Amazonii, od razu wyrusza w podróż. Na miejscu odkrywa, że miejscowi wierzą w jakiegoś Potwora z Czarnej Laguny. I tak fabuła się toczy aż do spektakularnego finału. Niestety, pomimo ciekawych wątków (trauma, psychopatyczny morderca zafascynowany Potworem, handlarze narkotyków) i przewijającego się gdzieś w tle Potwora z Czarnej Laguny nie wkręciłem się w tę opowieść, brakowało tutaj jakichś zaskakujących momentów, ciekawych zwrotów akcji. Ponadto trochę liczyłem, że Ram V postawi bardziej na horrorowy klimat, ale tu grozy jest tyle, co kot napłakał. Wyszedł z tego średniak, który wybija się nieznacznie spośród innych komiksów fenomenalnym zakończeniem!

Nadchodzi potwór!

Ram V w finale komiksu, w wyjątkowo prosty sposób pokazuje, że jesteśmy bardzo prostolinijni w ocenianiu innych, a tak naprawdę prawdziwe potwory, wcale nie przypominają bestii z horrorów, a raczej mają ludzkie oblicze. Za samą końcową scenę ten komiks dostaje ode mnie ocenę o oczko wyższą. O ile zatem całą fabułę pewnie szybko zapomnę, o tyle lekcja z finału pozostanie ze mną na dłużej. Oczywiście tutaj swoje dokłada też rysownik, czyli Matthew Roberts, który doskonale wie, jaki wydźwięk powinna mieć ta scena. Niestety, to też są jedyne kadry, jakie zostaną mi w pamięci na dłużej, bo styl Robertsa jest po prostu poprawny. Z jednej strony wszystko jest czytelne, ale z drugiej nic specjalnie mnie nie urzeka. W kwestii wydania nie mam żadnych uwag. Na końcu tomu zamieszczono mnóstwo alternatywnych okładek. Może wręcz trochę za dużo w porównaniu do samej objętości komiksu. Potwór z Czarnej Laguny żyje! wydany jest w mniejszym formacie, rzadko wykorzystywanym przez Lost in Time. I w sumie bardzo dobrze, bo ta historia nie potrzebuje bardziej spektakularnej oprawy. Za tę cenę warto wziąć ten komiks głównie ze względu na refleksyjny finał.

Czy warto poznać dalsze losy Potwora z Czarnej Laguny?

Po Ramie V i Danie Wattersie spodziewałem się o wiele bardziej spektakularnej, ciekawszej historii. Niemniej muszę przyznać, że przynajmniej bardzo dobrze wyszedł im finał opowieści. A jak wiadomo: nieważne jak mężczyzna zaczyna, ważne jak kończy. I Potwór z Czarnej Laguny żyje! potwierdza tę tezę.

PS Wyłapałem jedną literówkę: „a kula przejdzie przez krwi i kości”.

Komiks do recenzji dostarczyło wydawnictwo Lost in Time, za co bardzo dziękujemy, ale nie wpływa to na ocenę końcową produktu.

Nasza ocena: 6,8/10

Potwór z Czarnej Laguny żyje! specjalnie nie wyróżnia się na tle innych komiksów. Ot, prosty akcyjniak, który o dziwo ma genialne zakończenie.

Fabuła: 6,5/10
Bohaterowie: 6,5/10
Oprawa graficzna: 6/10
Wydanie: 8,5/10
Exit mobile version