Debiuty niezależnych studiów często mają wielkie ambicje, ale nie zawsze potrafią je udźwignąć. Lunarium jest pod tym względem wyjątkowo ciekawym przypadkiem. To klimatyczne RPG akcji z wymagającą walką, pięknie narysowanym światem i dwójką bohaterek, których relacja okazuje się znacznie ciekawsza od samej głównej historii.
Przenikające się światy
Lunarium zaczyna się jak prosta historia. Ave, młoda rycerka z Wioski Starfall, staje do walki z potworami pojawiającymi się w okolicy. Jedno ze starć kończy się jej śmiercią, ale Ave zostaje przywrócona do życia przez Lune – tajemniczą Starfarerkę obdarzoną niebiańską magią. Lune przez setki, a być może tysiące lat chroniła okoliczną krainę, jednak po długim śnie sama niewiele pamięta. Szybko okazuje się, że za pojawieniem się potworów stoi Nihilus – tajemnicza siła, która od wieków próbuje przejąć kontrolę nad życiem. Dawniej Starfarerzy byli w stanie ją powstrzymać, tym razem zagrożenie wydaje się jednak znacznie poważniejsze. Lune proponuje więc wyprawę do Cyanstone, zamku należącego do innej Starfarerki, Lilii. Tak rozpoczyna się podróż obu bohaterek przez kolejne krainy i sny.
Trzeba przyznać, że sam pomysł nie jest szczególnie oryginalny. Walka światła z ciemnością, tajemnicza siła pochłaniająca kolejne istnienia i bohaterowie próbujący ocalić własny świat to motywy znane od lat. Na szczęście najmocniejszym elementem historii okazuje się relacja wspomnianych dziewczyn. Obie szybko tworzą zgrany duet, a ich rozmowy są naturalne i pełne charakteru. To właśnie rozwijająca się między nimi więź sprawia, że chce się poznawać dalszy ciąg historii.
Sama gra nie ułatwia jednak śledzenia fabuły. Lunarium bardzo szybko zasypuje gracza nazwami miejsc, postaci i wydarzeń, nie dając przy tym wystarczającego kontekstu. W przypadku soulslike’a nie byłoby to niczym niezwykłym, ale tutaj problem pogłębia możliwość odwiedzania lokacji w różnej kolejności. Można pokonać bossa, a później wrócić do pominiętego obszaru i usłyszeć rozmowę sugerującą, że dopiero teraz trzeba uratować postać, z którą przed chwilą walczyliśmy. Chronologia wydarzeń potrafi więc całkowicie się rozjechać. Szkoda, bo świat Lunarium ma kilka naprawdę ciekawych elementów. Starfarerzy, Nihilus, podróże między krainami i motyw przenikania się świata ze snami tworzą solidną podstawę pod angażującą opowieść. Gra ma własną mitologię, ale często zamiast ją rozwijać, pozostawia gracza z pytaniami, na które musi odpowiedzieć sobie sam.
To w którą stronę teraz?
Pod względem rozgrywki recenzowany tytuł czerpie garściami z soulslike’ów, ale dokłada do tego własne pomysły. To izometryczne RPG akcji, w którym kluczowe są uniki, parowanie i współpraca Ave z Lune. Każdy przeciwnik ma pasek zdrowia oraz wskaźnik oszołomienia, który można zwiększać przede wszystkim dzięki udanym parowaniom. Gdy wróg zostanie ogłuszony, nasza Starfarerka może przełamać jego obronę strzałą, otwierając go na potężny atak Ave. Mechanika wymaga więc nie tylko refleksu, ale też odpowiedniego wyczucia momentu.
Najlepiej widać to podczas walk z bossami. Ich ataki są dobrze sygnalizowane, a nauczenie się schematów przeciwnika szybko staje się koniecznością. Porażki rzadko wydają się niesprawiedliwe, a pokonanie bossa po kilku próbach daje sporą satysfakcję. Pomaga również szybki powrót do walki – punkty odrodzenia znajdują się tuż przed arenami, więc kolejną próbę można rozpocząć niemal natychmiast. Gdyby jednak ktoś obawiał się, że bo poziom trudności będzie zbyt wysoki, to śpieszę poinformować, iż twórcy w finalnej wersji dodali „tryb przygodowy”, który – w moim odczuciu – wydłuża nieco okno na unik i kontrę.
Rozwój postaci jest za to nieco mniej rozbudowany. Drzewko umiejętności pozwala odblokowywać kolejne zdolności bohaterek, ale większość z nich można zdobyć przed końcem gry, przez co początkowe wybory nie mają większego znaczenia. Ciekawiej wypadają peleryny i hafty. Peleryny zapewniają różne premie, a hafty dodają kolejne pasywne bonusy, pozwalając dostosować Ave do własnego stylu gry.
Nieco słabiej prezentuje się różnorodność przeciwników. Początkowo kolejne starcia wymagają zmiany podejścia, ale z czasem schematy zaczynają się powtarzać. Dotyczy to również bossów, szczególnie w Cyanstone, gdzie część z nich jest do siebie zbyt podobna. Bardzo dobrze wypada za to eksploracja. Izometryczna perspektywa została wykorzystana do projektowania ukrytych przejść, szczelin, drabin i przeszkód wymagających odpowiedniego ustawienia postaci. Rozgałęziające się ścieżki zazwyczaj prowadzą z powrotem do bezpiecznych miejsc, a odkrywanie skrótów daje sporo satysfakcji.
Problemem jest niestety… brak skakania. Jeśli spadniemy do niższej części lokacji i nie znajdziemy drogi powrotnej, możemy zostać zmuszeni do znalezienia ławeczki, która jest jednocześnie punktem zapisu gry. Pytanie jednak po co? Ano tylko tam można skorzystać ze specjalnej umiejętności Lune, czyli teleportu. Niby nic, ale początkowo mocno psuło mi to zabawę. Na szczęście walka potrafi dać sporo frajdy, eksploracja zachęca do zaglądania w każdy zakamarek, a system peleryn i haftów pozwala znaleźć własny sposób na rozwój.
Piękno w prostocie
Jednym z największych atutów Lunarium jest bez wątpienia oprawa artystyczna. Ręcznie rysowana grafika 2D nadaje grze własny charakter, a kolejne lokacje – od starożytnych lasów i ruin po tajemnicze wyspy – mają własny styl i paletę barw. Twórcy nie próbują zachwycać technologicznym rozmachem. Stawiają przede wszystkim na spójną, inspirowaną anime estetykę. Dobrze wypadają też animacje, szczególnie te związane z walką, gdzie każdy ruch miecza, unik czy reakcja przeciwnika są wyraźne i efektowne. Gra od początku buduje też swój charakterystyczny klimat. Świat Lunarium jest piękny, ale jednocześnie pełen ruin, opuszczonych miejsc i śladów dawnej świetności. Baśniowa oprawa łączy się z melancholią i lekkim niepokojem, a jasne barwy i duża ilość bieli dobrze współgrają z motywami pamięci, straty i gasnącej nadziei.
Dużą rolę odgrywa muzyka. Spokojne melodie fortepianowe i ambientowe kompozycje towarzyszą eksploracji, by podczas walk płynnie przechodzić w bardziej dynamiczne utwory. Ścieżka dźwiękowa świetnie podkreśla atmosferę świata i potrafi sprawić, że chce się zatrzymać na chwilę w jednej z lokacji i po prostu posłuchać. Niestety, z czasem powtarzające się motywy zaczynają być zauważalne, a efekty dźwiękowe podczas walk mogłyby być bardziej różnorodne. Zdarzają się też problemy techniczne, takie jak zacinająca się muzyka czy znikające odgłosy.
Pod względem technicznym Lunarium działa płynnie i nie wymaga mocnego sprzętu. Wygodnie gra się również na kontrolerze, a zwłaszcza na steam decku. Ostatecznie to jednak nie technologia robi tutaj największe wrażenie, lecz styl. Ręcznie rysowany świat, płynne animacje, charakterystyczne projekty postaci i melancholijna atmosfera tworzą spójną całość, dzięki której gra łatwo zapada w pamięć.
Miłe zaskoczenie
Lunarium to naprawdę niezły tytuł – ma własny styl, kilka świetnych pomysłów i przede wszystkim satysfakcjonującą walkę, ale nie brakuje też paru niedociągnięć. Największą siłą gry jest relacja głównych bohaterek, która działa zarówno w fabule, jak i podczas potyczek. Ave mierzy się z przeciwnikami w bezpośrednim starciu, a Lune wspiera ją z dystansu. Współpraca obu dziewczyn nadaje znanym z soulslike’ów mechanikom własny charakter. Sama walka początkowo wydaje się prosta, ale z czasem wymaga poznania zachowań przeciwników, odpowiedniego wyczucia uników i parowania oraz właściwego wykorzystania umiejętności. Pokonanie wymagającego bossa po kilku próbach daje sporo satysfakcji, a szybki powrót na arenę po śmierci dodatkowo zachęca do kolejnych podejść.
Słabiej wypada rozwój postaci. Ulepszenia są przydatne, ale rzadko wyraźnie zmieniają sposób gry, a początkowa różnorodność przeciwników z czasem ustępuje powtarzalności. Znacznie lepiej prezentuje się eksploracja. Lokacje zachęcają do zaglądania w każdy zakamarek, nagradzając ciekawość przedmiotami, materiałami i fragmentami świata. Problem w tym, że gra nie zawsze jasno wskazuje drogę naprzód, a brak możliwości skakania potrafi dodatkowo komplikować poruszanie się po niektórych obszarach. Finalnie jednak mogę stwierdzić, że mimo mankamentów mamy do czynienia z produkcją posiadającą własny styl, świetną relacją bohaterek, ciekawy system walki i świat, który potrafi zachęcić do eksploracji. Warto więc zagrać? Jeśli szukacie czegoś krótkiego (około 8-10 godzin) na jesienno letnie wieczory, to jak najbardziej tak.
Grę otrzymaliśmy za pośrednictwem strony Keymeiler, za co bardzo dziękujemy, ale nie wpływa to na ocenę końcową produktu.
Nasza ocena: 7,7/10
Pod niewielkimi niedoróbkami kryje się naprawdę dobra gra, która momentami potrafi zrobić ogromne wrażenie.Grafika: 8/10
Udźwiękowienie: 8/10
Fabuła: 7/10
Grywalność: 8/10
