Zazwyczaj kosmici trafiają na Ziemię w celach badawczych (E.T.), by ostrzec ludzkość przed zagrożeniem (Dzień, w którym zatrzymała się Ziemia) lub dokonując inwazji (Dzień Niepodległości). Resident Alien Petera Hogana i Steve’a Parkhouse’a przynosi inną, bardziej nietypową aktywność. Tytułowy obcy zajmuje się na naszej planecie… rozwiązywaniem zagadek kryminalnych w małym miasteczku.
Popkultura kocha detektywów. Zwykło się przyjmować, że pierwszym dziełem detektywistycznym było Zabójstwo przy Rue Morgue Edgara Allana Poe. Wkrótce śladem wykreowanego tam C. Augusta Dupina poszli inni fikcyjni mistrzowie dedukcji, tacy jak Sherlock Holmes czy Herkules Poirot. Jednak z czasem, przy natłoku kolejnych tytułów, sam tylko intelekt przestał wystarczać i formułę zaczęto różnicować m.in. poprzez dodawanie elementów fantastycznych. Począwszy od Batmana, który dzięki swojemu intelektowi i gadżetom (oraz pieniądzom!) zyskał miano „największego detektywa świata”. Są też i mniej mainstreamowe przykłady. W Chew główny bohater to „cybopata”, czyli osoba poznająca przeszłość obiektu po jego zjedzeniu. Podobnie w iZombie, tylko tam tytułowa nieumarła musiała w tym celu spożywać mózgi niedawno zmarłych.
Przystanek UFO
Główny bohater Resident Alien jest przedstawicielem wyżej wymienionego trendu. Otóż tytułowy kosmita zostaje zestrzelony podczas misji badawczej na Ziemi. W obawie przed pojmaniem zaszywa się na obrzeżach małego amerykańskiego miasteczka, gdzie udaje mu się wieść „normalne” życie z ograniczonymi do minimum kontaktami międzyludzkimi. Protagonista ukrywa swoją „obcość” za pomocą zdolności parapsychicznych, dzięki którym postrzegany jest przez innych jako Harry Vanderspiegel, holenderski doktor. Sytuacja ulega zmianie, gdy miejscowy lekarz umiera w tajemniczych okolicznościach. Harry, pomimo pewnych wątpliwości (Ziemianie fascynują kosmitę, a trzyletnia izolacja była wynikiem raczej przymusu niż chęci), postanawia zająć jego miejsce i przy okazji rozwikłać zagadkę lokalnych morderstw. Jednakże wyjście z cienia jest o tyle niebezpieczne, że agencje rządowe chcą pojmać rozbitka.
Fabułę Resident Alien rozłożyć można na trzy warstwy. Pierwsza z nich to małomiasteczkowe życie (Dawid Podsiadło lubi to). Patience to niewielka mieścina w stanie Waszyngton, gdzie mieszkańcy wiodą w miarę spokojne życie – zdecydowanie bliżej tym realiom do Przystanku Alaska niż do Miasteczka Twin Peaks. Aczkolwiek i tu dochodzi do zbrodni, co stanowi drugi komponent. Zagadki kryminalne, które rozwiązuje Harry (posiadający dodatkowo moc rozpoznawania prawdy i kłamstwa), również mają bardziej kameralny wymiar. Nie jest to CSI: Patience, nie ma tu skomplikowanych intryg. Podoba mi się takie bardziej minimalistyczne i nastawione na problemy społeczne podejście, jakie zastosował scenarzysta Peter Hogan, choć jednocześnie żadna z trzech intryg przedstawionych w pierwszym tomie nie jest szczególnie odkrywcza. Wielbiciele kryminałów, którzy lubią sami rozwiązywać zagadki wraz z biegiem stron, tutaj muszą obejść się smakiem. Czytelnik poznaje rozwiązanie tajemnicy w momencie, w którym robi to Harry. Wreszcie trzeci elementem fabuły stanowi śledztwo tutejszych „facetów w czerni”, jednak ten aspekt został potraktowany najbardziej sztampowo. Brakuje tutaj (póki co?) jakiegokolwiek ogrania znanych schematów. Wszystkie wymienione części składowe wypadają sympatycznie, jednakże mam wrażenie, że każda z nich mogła zostać zrealizowana lepiej.
Ten obcy
Choć fabuła czasem nie domaga, to Hoganowi udało się stworzyć ciekawą postać głównego bohatera. Harry nie wykazuje wyższości względem ludzi, jest nimi zafascynowany, ale w ciepły sposób. Jest gotów ryzykować swoje bezpieczeństwo, by pomóc obcym (hehe). Mam jednak wrażenie, że „uczłowieczając” kosmitę, scenarzysta posunął się za daleko. Mimo że główny bohater pochodzi z innej planety, to nie widzimy u niego żadnych problemów w zaaklimatyzowaniu się na Ziemi. Harry rozwiązuje krzyżówki, je lunch z przyjaciółmi, czyta kryminały – poza kosmicznym pochodzeniem nie różni się zbytnio charakterem od przeciętnego człowieka. Szkoda, że Hogan nie pokusił się o wprowadzenie choćby minimalnych motywów à la fish out of water.
Pozostali bohaterowie nie są już tak interesujący. Największą rolę odgrywa tutaj pielęgniarka Asta, rdzenna mieszkanka Ameryki. Muszę jednak przyznać, że obdarzenie jej mistycznymi mocami (podróżowanie w snach) to bardzo sztampowe rozwiązanie. Gdyby jeszcze jakieś inne postaci przejawiały takie zdolności, to mógłbym to kupić jako element świata przedstawionego. W obecnej formie czytelnik dostaje po prostu powielany od lat stereotyp. Równie leniwym rozwiązaniem jest pokazanie partnerki Harry’ego z jego rodzimej planety. Owszem, sam główny bohater to humanoid w bardzo klasycznym wydaniu – od Ziemian różni się tylko spiczastymi uszami, czarnymi oczami i fioletowym kolorem skóry. Zupełnie jakby ktoś go wyciągnął ze świata Star Treka. Niestety płeć przeciwna tej rasy posiada długie włosy i biust, co jest bardzo smutnym przejawem braku kreatywności.
Przyziemne rysunki
Warstwa graficzna, za którą w całości (rysunki, tusz i kolory) odpowiada Steve Parkhouse, nie przypadła mi do gustu. Spełnia ona swoje podstawowe zadanie, czyli przedstawia fabułę czytelnie. I tyle. Kadrowanie jest bardzo standardowe, brakuje tutaj kreatywniejszego podejścia. Nawet sceny umiejscowione na innej planecie lub we śnie (który różni się od rzeczywistości tylko innymi barwami) rysowane są w taki sam sposób. Przeciętnie rysowane są również postaci, choć muszę przyznać, że bardzo podoba mi się zabieg, w ramach którego czytelnik cały czas śledzi losy Harry’ego w jego oryginalnej skórze, nie pokazując nam iluzji, którą widzą inni bohaterowie.
Rezydentura
Resident Alien doczekał się serialowej ekranizacji z Harrym granym przez Alana Tudyka, fenomenalnego aktora charakterystycznego. Choć nie było mi dane się z produkcją zapoznać, ten fakt bardzo mnie cieszy, bo historia z komiksu Hogana idealnie może sprawdzić się w takiej formie i naprawić pewne niedociągnięcia, na które narzekam w przypadku materiału źródłowego. Niemniej, komiks polecam i czekam na kontynuację.
Nasza ocena: 7,2/10
Przyjemna, choć mało zaskakująca opowieść detektywistyczno-obyczajowa z kosmitą w roli głównej.Fabuła: 7/10
Bohaterowie: 7/10
Oprawa graficzna: 6/10
Wydanie: 9/10