Mariusz Sobkowiak to założyciel i redaktor naczelny magazynu LandsbergON. Po wprawkach polegających na pisaniu opowiadań postanowił on wydać powieść. Sprawdźmy więc, jak prezentują się Opowieści z czasów zarazy.
Skok w czasie
Akcja recenzowanej książki rozgrywa się w Gorzowie Wielkopolskim na przestrzeni wieków. Zaczynamy jeszcze w roku 1350, by skończyć w 2021. Wszystkie sześć historii, nie licząc miejsca rozgrywania się wydarzeń, łączą dwie rzeczy – różnego rodzaju epidemie oraz spokrewnieni ze sobą bohaterowie posiadający pewną niezwykłą moc dziedziczoną z pokolenia na pokolenie. Od samego początku mamy także sporo tajemnic i intryg, których rozwiązanie poznamy dopiero w Epilogu i czasach prehistorycznych.
Z historią za pan brat
Opowieści z czasów zarazy to debiutancka książka Mariusza Sobkowiaka. Od razu mogę zdradzić, że jest to debiut całkiem udany. Miałem okazję czytać opowiadania autora ukazujące się w LandsbergON i już wtedy widziałem, że ma on talent do pisania – niemniej jednak jego powieść i tak mnie zaskoczyła. Sobkowiak od początku buduje w swojej historii świetną atmosferę i zaczyna wciągać odbiorcę w niezwykłą przygodę. Dostajemy także nieco tajemniczości i zagadkę, na którą chcemy poznać odpowiedź. Jesteśmy także prowadzeni po Gorzowie przez kolejne wieki. Tu autorowi trzeba przyznać świetną znajomość historii swojego miasta, którą pewnie jeszcze bardziej pogłębił w trakcie pisania. Choć tytuł zawiera elementy fantastyczne, takie jak pojawienie się duchów czy nadludzka moc głównych bohaterów, to fikcja miesza się z prawdziwymi wydarzeniami. Poza miejscami, zapewne świetnie znanymi mieszkańcom Gorzowa, występują także postaci historyczne oraz wydarzenia, które faktycznie miały miejsce w danym okresie. A to jeszcze nie wszystko! Na końcu otrzymujemy także materiały dodatkowe w postaci kalendarium oraz wyjaśnienia, które zdarzenia nie są jedynie pomysłem twórcy.
W Opowieściach… nie zabrakło także elementów artystycznych. Każdy z rozpoczynających się rozdziałów opatrzony został stosowną grafiką, która nawiązuje do wydarzeń, o których będziemy mogli poczytać. Odpowiada za nie Jakub Pańków, który wykonał „kawał dobrej roboty”. Ilustracje są naprawdę ładne i nie zdradzają zbyt wiele, a jedynie jeszcze bardziej kuszą do zapoznania się z fabułą.
Choć książka opowiada w większości o wydarzeniach dramatycznych (bo przecież trudno żartować sobie z epidemii dżumy czy cholery lub też palenia ludzi na stosie), bardzo doceniam drobny wątek humorystyczny i „pstryczka w nos” wymierzonego wszystkim antyszczepionkowcom. Wywołały one uśmiech na mojej twarzy, za co autorowi serdecznie dziękuję.
Żeby nie było zbyt różowo
Choć powieść jest interesująca i godna polecenia, zdarzyło się w niej kilka błędów. Pierwszym, na który zwróciłem uwagę, jest próba zastosowania języka z danego okresu. I nie byłoby w tym nic złego, gdyby autor zrobił to bardziej konsekwentnie. Jeden z bohaterów żyjących w XIV wieku, Gustav, czasem w zdaniu używa słowa z danej epoki lub zaciąga jak typowy chłop. Za chwilę jednak mówi do nas już współcześnie. Nie jest to może szczególnie rażące, ale moim zdaniem lepiej byłoby postawić na jedną formę. Poza tym znajdziemy tu także fragment łamiący czwartą ścianę, kiedy to Królowa Pszczół odwiedza samego autora. Wpleciony w trakcie opowiadania wybija nas nieco z rytmu i wprowadza lekkie zamieszanie. Jeśli już pisarz koniecznie chciał go dodać, bardziej pasowałby on między rozdziałami niż w środku innej historii. Wreszcie rzecz, za którą nie odpowiada Sobkowiak, ale wydawca. Kilkukrotnie zdarza się bowiem, że brakuje przerw między słowami. I to w całej linijce. Wygląda ona jakby była pisana ciągiem. I nie jest to z pewnością zabieg celowy, bowiem niczego w ten sposób nie wnosi. Ewidentnie więc wkradł się błąd, ale mam nadzieję, że przy wznowienia zostanie on wyeliminowany. Pomimo wpadek powieść ma bowiem potencjał, by wybić się na rynku literackim.
Dobry start
W księgarniach i bibliotekach nie brakuje powieści, w których to fakty historyczne mieszają się z fikcją literacką. Jak w każdym gatunku, tak i tu znajdziemy tytuły lepsze i gorsze. Opowieści z czasów zarazy śmiało można zaliczyć do tej pierwszej grupy. Wpływ na to ma ciekawa i przemyślana fabuła, w której autor od początku zna cel swej przygody. Solidny research i znajomość topografii terenu także znacznie przyczynił się do tego, że Mariusz Sobkowiak swój debiut może zaliczyć do tych udanych. Jest tu kilka potknięć, ale – na szczęście – nie wpływają one mocno na odbiór i nie psują przyjemności z czytania. Gorzowianie powinni więc sięgnąć po tę pozycję obowiązkowo, ale i osoby niezwiązane z miastem równie dobrze spędzą przy niej czas.
Nasza ocena: 7,2/10
Opowieści z czasów zarazy to udany start autora w karierze pisarskiej.Fabuła: 8,5/10
Bohaterowie: 8/10
Wydanie i korekta: 5,5/10
Styl: 7/10