Spider-Man. Marvel Knights tom drugi zbiera zeszyty napisane głównie przez Roberto Aguirre-Sacasa. Jednak przede wszystkim w tym tomie rzuca się wtopa Egmontu z rozkładówkami. Czy Marvel Knights to bubel, czy jednak ten komiks jest coś wart?
Pokłosie wojny domowej
Spider-Man. Marvel Knight tom drugi to przede wszystkim zbiór kilku pomniejszych opowiadań, które w mniejszym bądź większym stopniu się ze sobą łączą. A jakby tego było mało, aby w pełni zrozumieć niektóre wątki, należy czytać tę pozycję jednocześnie z Amazing Spider-Manem Straczyńskiego. Ja jestem miłośnikiem Pająka, który jednak nie przepada za długim runami. Dlatego sięgnąłem po pierwszy tom Marvel Knight w wykonaniu Millera, a potem sięgnąłem po kontynuacje, aby mieć komplet. Zatem nie tylko powiem Wam czy mi się całość podobała, ale także czy ma sens kupienie tylko Marvel Knights jeśli nie planuje się sięgnąć po cała serię Straczyńskiego.
Opowieść o kobietach Spider-Mana
Pierwsza historia w tym tomie opowiada o dzikości, jaką zaczęli odczuwać wszyscy złoczyńcy, bohaterowie, a nawet ludzie. I tę nagłą falę niewytłumaczonej agresji będzie musiał zbadać Spider-Man. Pomysł wyjściowy jest genialny, ale im bliżej finału, tym większe czułem rozczarowanie. O wiele ciekawiej rozwiązano podobny koncept w komiksie o Dylanie Dogu pt. Zabójcy. Jednakże potem przechodzimy do głównej części, czyli opowieści skupiających się na efektach ujawnienia tożsamości przez Petera Parkera. Ta jedna decyzja dużo zmieniła w życiu Spider-Mana. Przestępcy się na niego rzucili, a przede wszystkim zagrozili jego najbliższym. Tutaj w moim odczuciu fabuła schodzi na drugi plan. Ważniejsze są relacje i postacie. Pokazanie, jak Peter, MJ, a także ciocia May radzą sobie z tą całą sytuacją. Te aspekty psychologiczne wyszły scenarzyście najlepiej. Poza tym mamy tak naprawdę do czynienia z typową bohaterszczyzną – dużo efektownych walk, masa złoli i to raczej tych drugoligowych. Z ciekawszych elementów, zawarto tutaj też opowieść o zmaganiu Eddiego Brocka z Venomem, a jednocześnie bardziej z samym sobą. Za to najgorszy fragment tego komiksu opowiada o hmm, pojawieniu się ludzi z podobnymi mocami co nasz protagonista. To była jedna z tych dziwniejszych i męczących fabuł. Oceniając całościowo, mogę powiedzieć, że nie wynudziłem się, a te żywe relacje pomiędzy bohaterami, a zwłaszcza pomiędzy Peterem i MJ oraz ciotką May wynagrodziły mi większość niedociągnięć fabularnych.
Wielka wtopa Egmontu?
To oczywiste, że muszę wspomnieć o tak wielkim błędzie, jakim jest niewłaściwe wydrukowanie rozkładówek w tym komiksie. Według oświadczenia Egmontu jest ich aż pięć, ale ja zauważyłem tylko cztery. I powiem tak, przeczytałem sporo komentarzy i po prostu nie zamierzam dołączać się do tej dyskusji. Za taką wtopę ode mnie od razu dostaje ta pozycja cztery oczka mniej w kategorii wydanie, ale jednocześnie w żadnym razie nie skreśla to w moich oczach tego komiksu. Faktycznie ten błąd wpływa na odczuwanie przyjemności z lektury podczas czytania tych ośmiu stron, ale ostatecznie jakoś bardzo mnie to nie zabolało. Może to kwestia rysunków, które według mnie są średnie. W każdym razie wadę dostrzegłem, ocenę obniżyłem, ale poza tym nie zauważyłem innych defektów w wydaniu. Za to docenić chciałbym umieszczenie na samym początku „mapki” pokazującej, jak chronologicznie najlepiej czytać zeszyty zawarte w tym tomie i w Amazing Spider-Manie Straczyńskiego. Na końcu znajdziemy też garść dodatków, w postaci szkiców i okładek.
Czy tom drugi pomimo błędów jest wart uwagi?
Pierwszy tom Marvel Knights w wykonaniu Franka Millera bardziej mi się podobał. Drugi tom nie jest tak niezależny i faktycznie lepiej czytać według instrukcji zamieszczonej na początku komiksu. Przede wszystkim w moim odczuciu fabuła trochę kuleje. O ile postacie są najmocniejszym elementem komiksu, o tyle same historie nie są zbyt angażujące. Miło było zobaczyć konsekwencje ujawnienia tożsamości przez Spider-Mana, ale w gruncie rzeczy, to właśnie jedynie relacje Petera i jego najbliższych mnie zachwyciły. Tych kilka gestów i słów wypowiedzianych przez MJ wystarczyło, abym zrozumiał, jak silna wieź łączy ją z Peterem. Jeśli miałbym polecić tę część, to właśnie ze względu na tę relację. Bo poza tym, to w gruncie rzeczy typowa bohaterszczyzna. Większość starć i wątków dość szybko umknie. Niemniej bawiłem się dobrze, obserwując poczynania Spider-Mana, więc nie żałuję, że sięgnąłem po ten tom. I pomimo wpadki wydawnictwa na chwilę obecną z chęcią zachowam ten tom na półce. Ostatecznie, choć czuję, że pewne wątki trochę mi umknęły, to nie odczuwam potrzeby sięgania po Spider-Mana Straczyńskiego. Jeśli ma się choć odrobinę wiedzy o np. Wojnie Domowej, to można dobrze się bawić przy Marvel Knight t. 2 bez czytania innych pozycji przed lub po lekturze.
Komiks do recenzji dostarczyło wydawnictwo Egmont, za co bardzo dziękujemy, ale nie wpływa to na ocenę końcową produktu.
Nasza ocena: 6,1/10
Spider-Man. Marvel Knights, t. 2, pewnie zostanie zapamiętany ze względu na wtopę Egmontu, ale przede wszystkim jest to świetne studium relacji Petera z jego najbliższymi po ujawnieniu tożsamości.
Fabuła: 6/10
Bohaterowie: 7,5/10
Oprawa graficzna: 6,5/10
Wydanie: 4,5/10
