Fredric Wertham zapisał się w historii komiksu niemal jako prawdziwy superzłoczyńca. Autor Seduction of the Innocent oskarżał komiksy o demoralizowanie młodzieży i stał się jedną z twarzy paniki moralnej lat 50. Harold Schechter i Eric Powell pokazują jednak, że za tym wizerunkiem krył się człowiek znacznie bardziej skomplikowany.
Nie tylko człowiek, który zaatakował komiksy
Największą zaletą tego tytułu jest właśnie odmowa przedstawienia Werthama jako jednowymiarowego fanatyka. Oczywiście dostajemy historię jego krucjaty przeciwko komiksom, Seduction of the Innocent, przesłuchań i narastającej w Stanach Zjednoczonych paniki związanej z wpływem kultury popularnej na młodzież. Autorzy pokazują również konsekwencje tych działań dla całej branży i drogę prowadzącą do Comics Code Authority.
Jednocześnie przypominają, że ten sam Wertham był cenionym psychiatrą, współtworzył Lafargue Clinic w Harlemie, zapewniającą pomoc psychiatryczną ludziom, którzy mieli do niej bardzo ograniczony dostęp, oraz angażował się w badania nad psychicznymi konsekwencjami segregacji rasowej. Jego praca znalazła się nawet w szerszym procesie prowadzącym do desegregacji amerykańskich szkół. Wertham był też głęboko przekonany, że przemoc i morderstwa można ograniczyć poprzez poznanie ich społecznych i psychologicznych źródeł.
Pytanie jednak, jak pogodzić humanistę próbującego zrozumieć nawet najokrutniejszych morderców z człowiekiem, który wobec komiksów potrafił być skrajnie uprzedzony? Jak połączyć przeciwnika przemocy z autorem, który jednocześnie wykorzystywał brutalne historie kryminalne we własnych książkach? Schechter i Powell nie próbują na siłę rozwiązać tej sprzeczności. Pozwalają jej wybrzmieć. Świetnie działa już sam prolog poświęcony XIX-wiecznemu mordercy Jesse’emu Pomeroyowi. Jego zbrodnie miały miejsce jeszcze przed narodzinami Werthama, a już wtedy część opinii publicznej szukała źródeł dziecięcej przemocy w popularnych dime novels. Dzięki temu historia Werthama zostaje wpisana w znacznie szerszy mechanizm amerykańskich panik moralnych. Przed komiksem była przecież inna „niebezpieczna” kultura popularna, którą również oskarżano o psucie młodzieży.
Komiks, który chwilami staje się monografią
Najbardziej niezwykła jest jednak sama forma tego albumu. Doktor Bezwartościowy trudno traktować jak klasyczną powieść graficzną. Momentami wygląda bardziej jak bogato ilustrowana monografia historyczna, w której zamiast fotografii czy reprodukcji otrzymujemy rysunki Powella. Mamy rozbudowaną narrację historyczną, dokumenty, cytowane materiały, rozmowy, procesy sądowe, a na końcu także bibliografię. W efekcie nie ma się poczucia obcowania z powierzchowną biografią stworzoną wyłącznie po to, żeby efektownie opowiedzieć historię „człowieka, który zakazał komiksów”.
Powell świetnie wykorzystuje przy tym samą grafikę. Podstawowa stylistyka przypomina ilustracje z amerykańskich magazynów lat 50., ale w odpowiednich momentach autor świadomie przechodzi w język klasycznego komiksu kryminalnego. Szczególnie dobrze działa to przy fragmentach dotyczących własnych prac Werthama. Treści pisane przez człowieka oskarżającego komiksy o epatowanie przemocą zostają przedstawione właśnie w konwencji brutalnych crime comics. Paradoks staje się wtedy widoczny bez konieczności dopisywania kolejnego akapitu komentarza.
Powell musi też rozwiązywać problem, z którym wiele komiksów historycznych sobie nie radzi: jak sprawić, żeby kilka stron zeznań albo rozmowy dwóch osób nadal było interesujące wizualnie? Pomagają zmienne układy kadrów, perspektywa oraz bardzo charakterystyczna, wręcz stworzona do karykatury twarz Werthama. Nie zawsze udaje się jednak zachować idealną równowagę. Niektóre strony zawierają tyle tekstu, że komiks właściwie znika pod narracją. W takich momentach Doktor Bezwartościowy zaczyna przypominać ilustrowany esej, w którym grafika pełni rolę dodatku. Tylko że paradoksalnie nawet to pasuje do tego albumu.
Najlepsza historia o Werthamie to historia bez prostego wyroku
Najbardziej podoba mi się, że Schechter i Powell nie napisali aktu oskarżenia przeciwko człowiekowi, którego fani komiksów od dawna uwielbiają nienawidzić. Znacznie łatwiej byłoby zrobić z Werthama aroganckiego psychiatrę, który dla rozgłosu rozpętał polowanie na czarownice i niemal doprowadził do zniszczenia całej branży.
Wertham rzeczywiście popełniał błędy. Bywał hipokrytą. Jego przekonanie o szkodliwości komiksów przybrało rozmiary obsesji, a konsekwencje prowadzonej przez niego kampanii były ogromne. Jednocześnie trudno sprowadzić do roli fanatyka człowieka zaangażowanego w prawa obywatelskie, dostęp do opieki psychiatrycznej i badanie społecznych źródeł przemocy. Jest to równocześnie biografia, historia amerykańskiego komiksu, true crime, opowieść o psychiatrii, cenzurze, rasizmie i panice moralnej. A przy okazji komiks zastanawiający się nad własnym medium i pokazujący, jak łatwo społeczeństwo próbuje przypisać skomplikowane problemy społeczne jednej formie kultury popularnej.
Dla osób zainteresowanych historią komiksu jest to właściwie pozycja obowiązkowa. Dla historyka dodatkową przyjemnością jest forma: dostajemy publikację, którą można czytać niemal jak monografię, a jednocześnie pozostaje ona pełnoprawnym komiksem. Doktor Bezwartościowy wykorzystuje medium, z którym jego bohater prowadził swoją największą wojnę, żeby po latach opowiedzieć jego historię znacznie uczciwiej, niż on sam opowiadał o komiksach.
Nasza ocena: 9/10
Wertham dostaje po latach bardziej sprawiedliwe potraktowanie od medium, którego sam sprawiedliwie traktować nie potrafił.
Fabuła: 9/10
Bohaterowie: 9/10
Oprawa graficzna: 8/10
Wydanie: 10/10
