W Polsce wydano dawno temu dwa tomy komiksu Juana Zanotta pt. Falka, poświęcone tytułowej Amazonce. Teraz za sprawą wydawnictwa Lost in Time mamy okazję poznać debiut tej postaci w Zaginionych horyzontach. Czy warto poznać dzieje Falki?
Amazonki i przybysze z gwiazd
Opowieść zaserwowana przez Juana w Zaginionych horyzontach na pierwszy rzut oka wydaje się niczym szczególnym nie wyróżniać. Jednak już w pierwszym rozdziale następuje do zaskakującego twistu (nie zdradzę, o co chodzi, choć drobne poszlaki zostawiam w tekście), gdy dochodzi do spotkania amazonki Falki i konfederackiego porucznika Dana Darnella. Fabuła natomiast jest całkiem rozbudowana, ponieważ mamy dwie polityczne siły w postaci Unii Planetarnej i Konfederacji Galaktycznej, walczących o wpływy w kosmosie. I w centrum tego konfliktu znalazła się pustynna planeta Alphard IV. Żyją na niej liczne ludy, w tym wojownicze Amazonki, które też mają własne cele. Zatem na kartach tego komiksu będziemy świadkami licznych starć pomiędzy poszczególnymi frakcjami, do tego dojdą intrygi, a nawet wielki przewrót polityczny. Ponadto Zanotto wprowadza kilka ciekawych i zaskakujących elementów do tego świata (mam tu na myśli choćby sekret królowej Amazonek). Wszystko to powoduje, że niniejsze uniwersum naprawdę chce się poznawać i z wielką ciekawością śledzi się najpierw losy Dana Darnella, a potem o wiele bardziej interesujące przygody Falki. W międzyczasie Zanotto wrzuca trochę scen erotycznych (co nie powinno dziwić, gdy spojrzy się na okładkę), choć w moim odczuciu część tych epizodów była zbędna.
Męska natarczywość i żądza
Doprawdy mamy do czynienia z jednym z najdziwniejszych przypadków w mojej recenzenckiej karierze. Jest w tym komiksie trochę drażniących elementów, które powinny zniechęcić mnie do tego tytułu, ale głupio przyznać, że pomimo wad w czasie lektury bawiłem się wyśmienicie. W moim odczuciu w tym komiksie najgorsze są postacie męskie, a konkretnie ich zachowanie względem Falki. Praktycznie każdy bohater próbuje ją poderwać (często rzucając żenujące teksty) lub zgwałcić. I tak mamy tutaj ciekawy świat science fiction, są intrygi, przewroty, całkiem dużo się dzieje, ale w międzyczasie na przykład pojawia się scena, gdy podczas ucieczki lotnią facet obejmuje Falkę w pasie i przytula się do jej tyłka. I oczywiście rzuca tekst, że ma najlepsze możliwe miejsce. Takie elementy irytowały mnie i wybijały z rytmu. Podobnie jak zachowania bohaterów w pierwszym rozdziale. Towarzysz głównego bohatera ledwo co zginął, a on, o czym dość szybko zaczyna myśleć? O poderwaniu jego narzeczonej, która zresztą też nie jest jakoś bardzo oporna. Pomimo tych drażniących elementów z każdym kolejnym rozdziałem coraz bardziej wsiąkałem w ten świat. I tak jak na początku byłem pewny, że nie sięgnę po kontynuacje, tak po zakończonej lekturze mam ochotę na więcej. Sam nie wiem, z jednej strony czuć tu trochę taką „B-klasowość”, ale z drugiej strony przy tym komiksie można się naprawdę bardzo dobrze bawić. To mimo wszystko świetna awanturnicza przygoda na pustynnej planecie.
Męskie i kobiece spojrzenie na świat
Ocena wydania i oprawy graficznej jest problematyczna. Wszystko dlatego, że niestety nasze wydanie musiało bazować na skanach, a te nie są najlepszej jakości. I po prostu to widać na prawie każdym kadrze. Sceny są oczywiście czytelne, ale nie odczuwa się aż takiej przyjemności z obcowania z ładną i szczegółową kreską Juana Zanotta. Jednocześnie nie można winić za to polskiego wydawcy, bo szczerze powiedziawszy, jeśli miałbym wybór mieć Zaginione horyzonty w takiej jakości czy nie mieć ich wcale, to oczywiście, że wybieram pierwszą opcję. Zatem, aby zaakcentować tę niższą jakość, wpływającą jednak na odbiór dzieła, obniżam o jedno oczko ocenę wydania i oprawy graficznej. Szkoda, że nie możemy podziwiać rysunków Zanotto w pełnej krasie. Tym bardziej że jest on utalentowanym artystą, zwłaszcza umiejętnie rysuje kobiety, od których biją zmysłowość i seksapil, ale pozostaje się cieszyć, że mimo wszystko dzięki wydawnictwu Lost in Time mamy możliwość poznania twórczość tego artysty.
Czy warto zostać Amazonką?
Jeśli spojrzymy w miarę obiektywnie na Zaginione horyzonty, to raczej nie zauważymy tutaj niczego przełomowego ani odkrywczego. To lekka, awanturnicza opowieść science fiction wypełniona akcją, ale nie jest to mocno ambitne pisarstwo. Do tego mamy kilka elementów, które potrafią drażnić. Zatem na pierwszy rzut oka jest to średniak (6/10). Jednak czasem jakość fabuły i bohaterów nie musi być wyznacznikiem ostatecznej oceny, bo jest jeszcze coś takiego jak frajda. Ciepło wspominam lekturę Zaginionych horyzontów, bo bawiłem się wyśmienicie, choć teoretycznie bardziej cenię sobie ambitniejsze historie, jak Dziewięć, Świat Arkadiego, to jednak ze względu na przyjemność z lektury skłonny jestem dać ocenie końcowej aż dwa oczka więcej. Zatem dla mnie jako recenzenta to byłaby bardziej szóstka, ale dla miłośnika komiksów i historii science fiction to jest mocna ósemka. Na koniec mogę powiedzieć, że choć się tego nie spodziewałem, to jednak chcę więcej. Czekam zatem na Falkę (z tego, co wiem, wydawnictwo już się przymierza do kontynuacji).
P.S. Początkowo myślałem, że jednym z zarzutów będzie brak informacji o rozmnażaniu Amazonek. Na kartach pojawia się wszak cała masa tych wojowniczych kobiet. I tak cały czas zastanawiałem się, w jaki sposób dbają o wzrost populacji. Nie wierzyłem, że Zanotto odkryje ten sekret, a jednak w ostatnim rozdziale zdradził i tę tajemnicę.
Komiks do recenzji dostarczyło wydawnictwo Lost in Time, za co bardzo dziękujemy, ale nie wpływa to na ocenę końcową produktu.
Nasza ocena: 6,5/10
Zaginione horyzonty nie są komiksem bez wad, ale jednocześnie jest to na tyle lekka, przyjemna i angażująca lektura, że nie da się przejść obok niej obojętnie.
Fabuła: 6/10
Bohaterowie: 6/10
Oprawa graficzna: 7/10
Wydanie: 7/10
