Site icon Ostatnia Tawerna

Bogini wykuta w piekle – recenzja komiksu „Absolute Wonder Woman: Ostatnia Amazonka”, t. 1

absolute-wonder-woman (3)

Absolute Universe od początku opiera się na prostym pomyśle: zabrać bohaterowi coś, co wydawało się dla niego fundamentalne i sprawdzić, czy nadal pozostanie sobą. W przypadku Wonder Woman oznacza to właściwie wywrócenie całego jej dzieciństwa. Nie ma spokojnego dorastania na Temiskirze, nie ma wspólnoty Amazonek, a zamiast rajskiej wyspy jest piekło, Kirke oraz świat, w którym magia zawsze ma swoją cenę. A jednak Diana nadal pozostaje Dianą. I właśnie dlatego Absolute Wonder Woman okazuje się tak kapitalną zabawą z postacią, mitologią oraz samą formą komiksu.

Diana z piekła, ale nadal Wonder Woman

Najciekawsze w tym albumie jest to, że twórcy nie ograniczają się do prostego pomysłu: „zróbmy Wonder Woman bardziej mroczną”. Kelly Thompson zmienia jej otoczenie, pochodzenie i zestaw umiejętności, ale nie niszczy fundamentu postaci. Diana zostaje wychowana przez Kirke w piekle, staje się nie tylko wojowniczką, ale też czarownicą. Włada magią, używa ogromnego miecza oraz innych rodzajów broni, a jej kontakt z bogami i istotami mitologicznymi od początku jest znacznie mniej przyjazny niż w wielu klasycznych wersjach tej historii.

Piekielne dzieciństwo jest jednym z najlepszych elementów tej interpretacji. Amazonki zostają ukarane przez bogów, ich istnienie niemal wymazane, natomiast Diana trafia do miejsca, które powinno ją złamać. Tymczasem wychowanie w tak ciężkich warunkach nie odbiera jej współczucia. Wręcz przeciwnie – jeszcze mocniej pokazuje, że dobro nie wynika tutaj z życia w idealnej społeczności, tylko z charakteru samej bohaterki. Bardzo dobrze funkcjonuje przez to relacja z Kirke. W klasycznych historiach często jest ona przeciwniczką Wonder Woman, tutaj natomiast staje się jej opiekunką, nauczycielką oraz kimś w rodzaju matki. Nie oznacza to oczywiście, że nagle zamienia się w ciepłą i całkowicie łagodną postać. Nadal pozostaje wiedźmą funkcjonującą w świecie pełnym brutalności, kar oraz boskich kaprysów.

Cała historia została zresztą skonstruowana tak, aby teraźniejsze wydarzenia przeplatały się z kolejnymi fragmentami dzieciństwa Diany. Dzięki temu nie otrzymujemy po prostu długiego prologu wyjaśniającego jej nowe pochodzenie. Przeszłość stopniowo tłumaczy to, kim jest obecna Wonder Woman, skąd pochodzą jej umiejętności i dlaczego reaguje w określony sposób. Bardzo podoba mi się przy tym wizualna zabawa motywem oka. Sherman wykorzystuje oczy bohaterki niemal jak osobny element narracyjny. Można obserwować moment, w którym Diana zaczyna się naprawdę wściekać, kiedy przestaje być tylko wojowniczką broniącą innych, a zaczyna przypominać istotę niemal boską. Zmiana wyglądu i koloru oczu staje się sygnałem przejścia pomiędzy kolejnymi stanami emocjonalnymi bohaterki.

Drugim takim symbolem jest ręka. W Absolute Wonder Woman poświęcenie nie pozostaje wyłącznie abstrakcyjną cechą bohaterki. Zostaje dosłownie wpisane w jej ciało. Diana jest gotowa utracić jego część, a późniejsza mechaniczna ręka wykonana przez Hefajstosa wprowadza do tej opowieści bardzo ciekawy pierwiastek science fiction na kilka chwil. Co najlepsze, wcale nie wydaje się on obcy greckiej mitologii. Hefajstos od zawsze był przecież boskim rzemieślnikiem, konstruktorem i twórcą niezwykłych przedmiotów. W świecie współczesnego komiksu superbohaterskiego nie musi więc ograniczać się do wykucia miecza albo tarczy. Mechaniczna ręka Diany jest właściwie współczesną wersją boskiego artefaktu.

Podobnych połączeń starego mitu z nowoczesnością jest tutaj więcej. Sama rzeczywistość komiksu sprawia momentami wrażenie dziwnie zawieszonej w czasie. Z jednej strony widzimy elementy przypominające XX wiek: książki, wnętrza czy rozwiązania kojarzące się ze starszą kulturą popularną, z drugiej pojawiają się współczesne samoloty, odrzutowce i technologia. Gateway City działa przez to trochę jak Gotham znane z różnych ekranowych interpretacji – nie jest dokładnym odwzorowaniem konkretnego amerykańskiego miasta z ściśle określonego roku, tylko pewną zamkniętą przestrzenią z własną logiką i estetyką. To daje twórcom dużą swobodę. Mogą zestawić horror, fantasy, science fiction i klasyczny komiks superbohaterski, nie zastanawiając się bez przerwy, czy każdy element technologii dokładnie pasuje do konkretnej dekady.

Pojawiają się również drobne easter eggi dla osób, które znają wcześniejsze historie Wonder Woman. Szczególnie sympatycznie wypadają książki, których tytuły przywołują skojarzenia z historiami publikowanymi kilkanaście lat wcześniej, między innymi w okresie New 52. Nie są to rzeczy konieczne do zrozumienia fabuły, ale pokazują, że Absolute Universe nie próbuje odciąć się od wcześniejszych wcieleń bohaterki. Raczej bawi się nimi i przepuszcza je przez nową estetykę.

Mitologia, horror i świat oglądany oczami dziecka

Absolute Wonder Woman najbardziej przekonuje mnie jednak sposobem wykorzystania mitologii. Twórcy nie próbują przepisywać całkowicie greckich bogów tylko po to, aby uczynić ich „nowoczesnymi”. Hekate pozostaje związana jest z magią, Hefajstos pozostaje konstruktorem, Hades rządzi podziemnym światem, a Meduza nadal niesie ze sobą cały ciężar własnego mitu. Zmienia się przede wszystkim sposób pokazania tych postaci i znaczenie, jakie otrzymują w życiu Diany.

Szczególnie mocno widać to w przypadku Meduzy. Moment, w którym Wonder Woman sama zaczyna przyjmować jej cechy, jest jednym z najbardziej efektownych fragmentów albumu, ale nie chodzi tutaj wyłącznie o wizualne widowisko. Diana w pewnym sensie bierze na siebie także ciężar historii tej postaci – jej cierpienie, krzywdę i traumę. Mamy tutaj świetne odwrócenie klasycznego schematu. Bohaterka nie musi po prostu pokonać mitologicznego potwora. Wchodzi z nim w relację, przejmuje część jego historii i wykorzystuje ją jako źródło własnej siły. Mit staje się dzięki temu czymś żywym, a nie kolejnym katalogiem przeciwników zaczerpniętych ze starożytnej Grecji.

W ogóle bogowie wypadają tutaj ciekawie, ponieważ zachowują sporą część swojej antycznej natury. Nie są tylko superbohaterami z boskimi imionami. Patrzą na ludzi z góry, bywają okrutni, kapryśni i przekonani o własnej wyższości. Ich pogarda wobec śmiertelników nie oznacza jednak, że sami są wolni od problemów. Mają własne konflikty, urazy i ograniczenia. Dzięki temu komiks zbliża mitologię do współczesnego odbiorcy bez przesadnego zmieniania podstawowych koncepcji antycznych bogów. Thompson nie musi robić z Hadesa właściciela korporacji ani z Hekate influencerki, żeby uczynić ich aktualnymi. Wystarczy wykorzystać to, co w mitologii już było – władzę, zazdrość, karę, pychę, traumę i konflikt jednostki z przeznaczeniem.

Do tej mrocznej mitologii bardzo dobrze pasuje również szkieletowy pegaz Diany. Trudno wprawdzie nie zauważyć, że wizualnie ma w sobie coś z testrali znanych z „Harry’ego Pottera”. To podobne połączenie konia ze śmiercią i czymś niepokojącym. Nie przeszkadza mi to jednak szczególnie, bo w świecie Absolute Wonder Woman takie zwierzę wygląda znacznie bardziej naturalnie niż klasyczny biały pegaz.

Dodatkowe retrospekcje pokazują też, w jaki sposób Diana nawiązała z nim relację, dzięki czemu zwierzę nie pozostaje jedynie efektownym elementem projektu postaci. Bardzo dobrym przełamaniem ciężaru całej historii są natomiast krótkie dodatki poświęcone małej Dianie. Dustin Nguyen rysuje je zupełnie inaczej niż zasadniczą część albumu. Plansze wyglądają chwilami niemal tak, jakby wykonano je dziecięcymi kredkami. Nagle piekło przestaje być oglądane oczami dorosłej wojowniczki. Widzimy je z perspektywy dziecka, dla którego demony, potwory i dziwaczne stworzenia są zwyczajną częścią świata. To, co dla czytelnika jest makabryczne, dla kilkuletniej Diany potrafi być normalnością, przygodą albo okazją do znalezienia kolejnego zwierzęcia, którym chciałaby się zaopiekować. Dzięki temu humor nie niszczy atmosfery komiksu, tylko pozwala na chwilę od niej odpocząć.

Podobną różnorodność oferuje warstwa graficzna całego tomu. Hayden Sherman rysuje bardzo komiksowo, ekspresyjnie, czasami wręcz agresywnie. Kadry nie zawsze są podporządkowane klasycznej siatce, twarze bywają ostre, a postacie celowo przerysowane. W pewnych momentach można doszukiwać się stylistycznych skojarzeń z bardziej eksperymentalnymi okresami DC, w tym z częścią historii Wonder Woman z czasów New 52. Do tego dochodzą kolory Jordie Bellaire, które świetnie podbijają momenty związane z magią, gniewem Diany i piekielnym otoczeniem. W drugiej części przychodzą fragmenty rysowane przez Mattię de Iulisa i wizualnie otrzymujemy niemal inny komiks. Jego plansze są znacznie bardziej realistyczne, miejscami niemal fotograficzne. Twarze, światło i przedstawienie postaci mocno kontrastują z ekspresyjną kreską Shermana. Normalnie tak duża zmiana stylu mogłaby irytować, tutaj jednak pasuje do podziału historii na kolejne części i pozwala spojrzeć na świat Diany z innej strony.

Absolute Wonder Woman potrafi być horrorem, fantasy, historią superbohaterską i science fiction, ale żaden z tych elementów nie wypiera pozostałych. Mechaniczna ręka Hefajstosa może funkcjonować obok Hekate, szkieletowego pegaza i przemiany Diany w Meduzę. Piekło może być jednocześnie miejscem traumatycznego wychowania bohaterki oraz tłem dla humorystycznych opowieści o jej dzieciństwie.

Absolute Wonder Woman. Tom 1: Ostatnia Amazonka to dlatego jedno z ciekawszych otwarć nowej linii DC. Momentami jest bardzo mroczne, czasami ociera się o horror, innym razem oferuje niemal klasyczną superbohaterską rozwałkę, ale przede wszystkim świetnie wykorzystuje mitologię. To Wonder Woman patrząca na antyczne mity z perspektywy współczesnego komiksu, ale bez potrzeby niszczenia ich pierwotnego charakteru.

Nasza ocena: 9,6/10

Wonder Woman wychowana w piekle, czarownica z mechaniczną ręką i szkieletowym pegazem brzmi jak całkowite odejście od klasycznej Diany. Tymczasem jest dokładnie odwrotnie – wszystkie te zmiany jeszcze mocniej uwypuklają, co tak naprawdę czyni ją Wonder Woman.



Fabuła: 10/10
Bohaterowie: 9,5/10
Oprawa graficzna: 10/10
Wydanie: 9/10
Exit mobile version