Site icon Ostatnia Tawerna

Ameryka Północna jako pejzaż sekwencji… – recenzja komiksu „Toppi. Kolekcja. Tom 2: Ameryka Północna”

Zetknięcie z kolejnymi pracami Sergia Toppiego – włoskiego artysty – można odebrać jak świadomą zmianę tonacji w porównaniu z wcześniejszymi odsłonami tej serii. Tam gdzie pierwszy wolumin nurzał się w oniryczności, przez mity i legendy (przepuszczone przez wyobraźnię autora), aż po groteskę, Ameryka Północna schodzi na ziemię i wybiera surowy realizm, choć nadal podszyty poetyką. Świat przedstawiony jest dystopiczny, nie dosłowny, w którym przyroda wciąż ma przewagę, a człowiek jest raczej intruzem niż panem.

Zabawa konceptem

Drugi tom jest bardziej realny i chłodny: mniej tu czystej baśni, a więcej opowieści o tym, jak rodzi się nowoczesna Ameryka – sprawiedliwa, lecz miejscami bezwzględna. Zmiana perspektywy jest widoczna już w tym, kogo Toppi wybiera na postaci pierwszoplanowe. Klasyczny western lubi stawiać w centrum historii szeryfów, kowbojów i żołnierzy. Tymczasem Sergio Toppi świadomie omija ten zestaw symboli i woli ludzi z obrzeży świata przedstawionego: samotnych wędrowców, drobnych handlarzy, gorączkowych poszukiwaczy złota. To bohaterowie, którzy nie tworzą legendy Dzikiego Zachodu, lecz ponoszą jej konsekwencje i płacą za cudze ambicje. Dzięki temu Toppi wciąż porusza się po terenie rozpoznawalnym dla westernu, ale zamiast podbijać mit heroizmu, podkreśla kruchość człowieka: jego zmęczenie, chciwość i nieustanną niepewność. Złoto wraca jak natrętny refren, lecz nie jako obietnica romantycznej przygody, tylko jako siła napędowa konfliktów. A obecność rdzennych Amerykanów nie pełni roli egzotycznej dekoracji, lecz staje się zwierciadłem, odbijającym pychę białej cywilizacji. Tam, gdzie hollywoodzki western lubi proste podziały na dobro i zło, zagłuszające hukiem strzałów, Toppi częściej buduje coś na kształt przypowieści ukrytej w anegdocie. Historie w jego komiksach wyglądają jak zasłyszane legendy, czasem snute głosem gawędziarza, z finałami, które raz wybuchają przemocą, a innym razem wymykają się jej, jakby autor celowo nie chciał dać czytelnikowi łatwej, gatunkowej satysfakcji.

Obraz doskonały, który prowadzi narracje

Największą przewagą dzieła Toppiego nad zwykłym komiksem jest warstwa graficzna, która jest nieporównywalnie lepsza. W wielu albumach to fabuła popycha przed siebie obraz, natomiast u Toppiego bywa odwrotnie: to rysunek niesie narrację, a słowo staje się jedynie iskrą. Kreska jest paradoksalna, wygląda momentami na instynktowną, jak nagły wyrzut tuszu, a jednocześnie zdradza absolutną kontrolę kompozycji, dopracowanej w każdym detalu. Gdy inni twórcy próbują ładnie zamknąć scenę w kadrach, Toppi rozrywa klasyczne ramy i układa plansze jak kolaże. Postaci, gęste plamy czerni, faktury drewna i pyłu oraz postrzępione fragmenty pejzażu składają się na obraz pozornie chaotyczny, ale w istocie kompletny i precyzyjny. Łatwo wtedy zrozumieć, dlaczego nazywa się go mistrzem rysunku: potrafi zamienić deskę, twarz czy kamień w sugestywną konstrukcję form, jednocześnie abstrakcyjną i czytelną. Portrety są żywe, jakby ukazywały całą biografię postaci, zmarszczki stają się zapisem czasu, a natura (krajobraz i zwierzęta) nie jest tłem, tylko pełnoprawnym uczestnikiem dramatu: raz olśniewająco pięknym, raz bezlitośnie groźnym.

Właśnie z tej specyfiki bierze się to, że ten tom wywołuje skrajne reakcje. Można odczuć, że część historii jest ulotna i słabiej zapada w pamięć, zwłaszcza gdy epizody obracają się wokół podobnych okresów i pejzaży, przez co ma się poczucie, że są tymi samym. Ale gdy spojrzeć na to inaczej – jak na serię wariacji o granicy, chciwości i cenie cywilizacji, a nie klasyczne fabuły z wyraźnymi zwrotami akcji – ta ulotność zaczyna wyglądać na świadomy zabieg. Toppi rzadko wskazuje sens wprost: częściej zostawia niedopowiedzenie, jak po starej opowieści usłyszanej nocą przy ognisku, której znaczenie dociera dopiero po czasie. Dlatego Ameryka Północna bywa bardziej wymagająca niż inne odsłony cyklu. Oczekuje uważnego czytania obrazu – czasem nawet uważniejszego niż słów. Ukazuje twórcę w najczystszej postaci: zainteresowanego narodzinami amerykańskości, kulturowym tyglem oraz dramatem, który nie rozgrywa się w efektownym pojedynku rewolwerowców, tylko w zderzeniu człowieka z ziemią, żądzą złota i własną pychą. Nawet jeśli nie każda historia zostaje w głowie jako wybitna opowieść, to wiele plansz jest dowodem, że komiks może być nie tylko narracją, lecz także intensywnym doświadczeniem wizualnym.

Nasza ocena: 8/10

Kiedy sięgasz po Amerykę Północną Sergia Toppiego od razu wiesz, że masz do czynienia z czymś wielkim. Pytanie, czy jesteś gotowy obcować ze sztuką przez duże „K”.



Fabuła: 7/10
Bohaterowie: 7/10
Oprawa graficzna: 10/10
Wydanie: 8/10
Exit mobile version