Site icon Ostatnia Tawerna

A szlag by to wszystko trafił! – recenzja komiksu „Pożeracze Nocy. Niech przyjdzie ich królestwo”, t. 3

Zaczęło się całkiem sympatycznie. Tom pierwszy Pożeraczy Nocy jawił się jako klimatyczna opowieść grozy z silnym akcentem rodzinnym. Potem okazało się, że mamy do czynienia z demonami. I tak przeszliśmy do tomu trzeciego i wielkiej apokalipsy. Czy domknięcie trylogii okaże się gorsze od wcześniejszych części?

Bez fajerwerków na koniec

Pierwszy tom Pożeraczy Nocy był wyjątkowo przyjemną lekturą. Niby nic nadzwyczajnego, ale jednocześnie była to opowieść z ciekawymi elementami grozy i do tego, z naprawdę sympatyczną rodzinką. Potem przyszedł tom drugi i trzeci. Ze względu na moje ciepłe wspomnienia związane z początkiem, dobrnąłem do końca, ale mam mocno mieszane uczucia. Osobiście, choć nie uważam, że było źle, to jednak o wiele milej wspominałbym Pożeraczy Nocy, gdyby to był one-shot, a nie trylogia. Finał tej historii jest co prawda bardzo zaskakujący, a do tego w pewnym stopniu satysfakcjonujący. Przyznaję, że kompletnie się nie spodziewałem takiej zagrywki. Jednak z reguły w większości opowieści z góry wiadomo, kto wygra, kto przegra, a czasem nawet kto zginie. Jednakże w przypadku Pożeraczy Nocy zostałem faktycznie zszokowany. Niestety, aby dobrnąć do tego finału, trzeba się trochę namęczyć. Świat stworzony przez Marjorie Liu i Sanę Takedę jest intrygujący i bardzo rozbudowany, ale niestety wielu rzeczy się nie dowiadujemy. Myślałem, że choć w trzeciej części lepiej pojmę, na jakiej podstawie zostało zbudowane to uniwersum, a w większości zostały mi domysły. Niestety, ale nie zamierzam ukrywać, że trochę się męczyłem w czasie lektury. A głównym dowodem, na to, że coś nie zaskoczyło, jest według mnie najbardziej dramatyczna scena, która mnie kompletnie nie poruszyła. Naprawdę polubiłem wszystkich bohaterów z pierwszego tomu, nawet oschłą, przerażającą matkę dwójki protagonistów. Niemniej z każdym kolejnym tomem ich losy stawały mi się coraz obojętniejsze, aż po dramatyczny finał, który spłynął po mnie, jak po kaczce.

Zabrakło emocji

Styl Sany Takedy ma swój urok. Na pewno dużej ilości osób spodoba się ta kreska. Dla mnie jest po prostu średnia. Coś mi w niej zgrzyta, ale nadal ma swoje poruszające momenty. Dlatego cieszę się, że na końcu zamieszczono grafiki koncepcyjne. O wydaniu też wiele nie powiem. Okładka ma przyjemną fakturę, ale niestety jest pozbawiona skrzydełek, zapewniających większą trwałość. Na tym tomie kończy się nasza przygoda z Pożeraczami Nocy. Po zakończonej lekturze odczuwam smutek, bo spodobał mi się pierwszy tom, polubiłem tych bohaterów i byłem przekonany, że kolejne tomy utrzymają podobny poziom. Niestety im większa była skala zagrożenia, tym mniej czułem przyjemne ciepło bijące od rodziny Tingów. I koniec końców, trylogia wyszła po prostu trochę nijaka. Największym plusem trzeciego tomu są dla mnie scenki pokazujące absurdalne reakcje ludzi na apokaliptyczne stworzenia i wydarzenia. A cała reszta wypada mocno średnio. Mam wręcz poczucie, że te trzysta stron mi się rozwlekło, a jednocześnie faktycznej fabuły było na może sto stron. No nic, ostatecznie z oceny siedem dla pierwszego tomu schodzę na słabą szósteczkę dla całej trylogii.

Czy warto poznać zakończenie Pożeraczy Nocy?

Skoro piszę recenzję, to pewnie warto byłoby coś więcej powiedzieć o fabule, nie? Szczerze, nie bardzo jest o czym pisać. Jesteśmy w tym tomie na skraju apokalipsy. Główny zły, niczym Antychryst zdobywa popularność w mediach, a protagoniści próbują nie dopuścić, aby zastępy diabelskie wylądowały na Ziemi. Z grubsza tak to wygląda. W praktyce główna oś fabularna jest prościutka, przepleciona kilkoma mało ciekawymi potyczkami, bo tak naprawdę ten tom obfituje w wątki poboczne, które według mnie są zapychaczami. Na przykład Billy udziela się w świeżo otwartym przez antagonistę ośrodku pomocy. Poznaje tam starszą kobietę, której pomaga, a która okazuje się… i tak dalej. Powraca też choćby lalka, która zrobiła na mnie genialne wrażenie w pierwszym tomie. Jednakże tutaj jest epizodyczną i nieciekawą postacią. Mógłbym wymieniać dalej, ale nie mam na to już siły. Dla mnie pod względem fabularnym jest trochę zbyt chaotycznie. Za bardzo to rozwleczono, przez to, ów zaskakujący finał powitałem z ulgą. Nie jest to na pewno najgorsza rzecz, jaką czytałem w tym roku, ale czuję się bardzo, ale to bardzo rozczarowany. Ze względu na resztki mojej sympatii do bohaterów, a przede wszystkim za masę dobrych wspomnień z części pierwszej z czystym sumieniem zostawiam tę słabą szósteczkę dla tego tomu.

Komiks do recenzji dostarczyło wydawnictwo Non Stop Comics, za co bardzo dziękujemy, ale nie wpływa to na ocenę końcową produktu.

Nasza ocena: 6,1/10

Część trzecia Pożeraczy Nocy zepsuła mi pozytywne wrażenia z tomu pierwszego… Szkoda.

Fabuła: 5/10
Bohaterowie: 5,5/10
Oprawa graficzna: 6,5/10
Wydanie: 7,5/10
Exit mobile version